Skip to content
20 kwi / Wojtek

Nicole Zuaritis – „Live at Vic’s Las Vegas” [RECENZJA]

Decyzja o wydaniu albumu koncertowego to jedna z trudniejszych w karierze wielu artystów.  Bo jak przenieść atmosferę, zwłaszcza koncertów tych artystów, którzy stawiają na widowiskowość, gdzie to, co dzieje się na scenie nieco przykrywa warstwę muzyczną? W luksusowej sytuacji są artyści jazzowi, bo oni akurat stawiają na „tu i teraz”, a ich występ jest za każdym razem inny. Album Nicole Zuraitis to perełka. I kolejna nominacja do nagrody Grammy.

W tym albumie udało się przenieść atmosferę koncertu, świetnej atmosfery na widowni, ale przede wszystkim pasję występujących. Zespół towarzyszący wokalistce to wspaniali instrumentaliści, a przewodzi im dwóch wybitnych kompozytorów i czynnych muzyków – ich nazwiska firmują album na równych prawach z wokalistką: saksofonista Tom Scott i perkusista Dan Pugach, który w tym samym roku zdobył Grammy za inny album.

Na program tego 2-godzinnego koncertu złożyły się utwory własne i kilka pozycji z klasyki, jak m. in.: „Round Midnight”, „Georgia on My Mind”, albo hit country „Jolene”. Wszystkie piosenki wykonane są z ogromną klasą i zaangażowaniem całego zespołu. Zuaritis doskonale sobie radzi śpiewając bardzo trudny repertuar, zachwyca również improwizacjami, jakby robiła to bez wysiłku. Do tego jeszcze cały czas gra na fortepianie, a pomiędzy tym wszystkim jest jeszcze wspaniały kontakt z publicznością, jak choćby w autorskiej piosence artystki „The Coffee Song”.

Nicole Zuaritis w ciągu 18 lat nagrała 10 albumów, które zostały obsypane wieloma nagrodami, w tym trzeba Grammy. I chyba nic w tym dziwnego, że już 3 razy artystka zdecydowała się na wydawnictwo koncertowe, bo to najlepsza wizytówka jej talentu!

10/10    
Zostaw komentarz