Skip to content
27 maj / Wojtek

Nosowska, „DEGRENGOLADA’ – wczoraj szaber, dzisiaj podpierdolki słowne. [RECENZJA]

I po co tak się wysilać, jeśli jest się legendą za życia? Po co wypruwać sobie żyły i toczyć walkę, która raczej jest przegrana? Ale nie, Katarzyna Nosowska się nie poddaje. Kiedyś, jeszcze jako członkini zespołu Hey, jej teksty i interpretacje zwracały uwagę. Kilka jej piosenek należy do absolutnej klasyki. I mimo to artystka nie składa broni, walczy ze stereotypami, głupotą i hejtem, ogólnie mówiąc degrengoladą właśnie.

Wokalistka tak opowiada o powstania albumu:

“DEGRENGOLADA w założeniu mogłaby stanowić inspirację do podjęcia (niemałego, lecz wybitnie korzystnego) indywidualnego wysiłku, by zejść do fundamentu istnienia i metodycznie sprawdzić każdą z wielu warstw, które ponoć składają się na nasz obraz. Po to, by zostawić jedynie prawdę oraz esencję, które (wiem to na pewno) dowodzą naszej niezwykłości. Właściwie to, co chciałabym przekazać słuchaczowi zawiera się w jednym zdaniu: Jesteś gigantem, nie pochylaj głowy, nie dawaj się prowadzić, czuj, żyj i obudź się do prawdy. Już czas.”

I tę prawdę, najczęściej bardzo brutalną, Nosowka pokazuje w każdym niemal utworze. Tu nie jest miło i słodko, ale w tzw. normalnym życiu jest podobnie, co Nosowskiej nie  daje spokoju. A jeśli ma się taką wrażliwość i umiejętność obserwacji, to wszystko dookoła boli jeszcze bardziej: “Zasadniczo nie śpię. Nie śpię kiedy trwa wojna, będę przytomna, przytomna do końca” (“Przytomna”). Tak, nie można chować głowy w piasek, udawać, że jest dobrze. Bo co na nasz czeka na każdym kroku?: “podpierdolki słowne, niewidzialne kuksańce” (“Predatorzy”). Artystka zadaje dużo pytań, chociaż wie, że nie ma na nie odpowiedzi, jak w opowieści o facecie, który kiedyś ciacho, a teraz donosiciel-hobbista: “kiedy to się stało, że tak nas poturbował czas, ledwie wczoraj na szaber szliśmy agrest rwać” (“Ledwie wczoraj”). A za chwilę w “pięknej degrengoladzie”, już bardzo sarkastycznie artystka zdaje się pogodzić z tą ogólną beznadzieją: „niezły burdel macie tu w tym archeo ludzie”. Tu już nie ma narzekania, a raczej komentowanie beznadziei, tematu jak najbardziej uniwersalnego. Apogeum swojej desperacji artystka pokazuje w “Larum”: „W szambie można długo i wygodnie żyć, byle tafla ścieku była gładka”. Tak, lepiej się nie odzywać, udawać, że nic się nie widzi: “na trzonowcach oprzeć szlaban” (“Rzekomo”).

Przy takim zaangażowaniu znaczeniowym muzyka siłą rzeczy musiała zejść na drugi plan, ale wszystko jest jak najbardziej na swoim miejscu. W dwóch utworach nieźle artystce towarzyszy jej syn, Miki Krajewski. Zwłaszcza w “Zimnym”, jego parlando jest dobrym uzupełnieniem i robi wrażenie. W tym utworze śpiewa także doceniany w świecie kontratenor Jakub Józef Orliński. Cichym bohaterem albumu jest tutaj Michał “Fox” Król, producent albumu i autor (lub razem z Nosowską współautor  muzyki). Tak, on postarał się, żeby muzyka nie przeszkadzała. I nie przeszkadza, więc tym bardziej Nosowska zasługuje, aby w pewnych środowiskach znaleźć się w katalogu ksiąg zakazanych.

10/10

Zostaw komentarz