Skip to content
28 paź / admin

O coverach (prawie) wszystko – „Be My Baby”

Czasami mamy wrażenie, że niektóre piosenki są z nami cały czas, mimo że nie odgrywają jakiegoś szczególnego miejsca w naszym sercu. Tak jest właśnie w przypadku „By My Baby”, piosenki ciągle obecnej i ciągle postrzeganej jako utwór sprzed lat, który nie chce się od nas odczepić.

Piosenkę napisali Jeff Barry, Ellie Greenwich i legendarny dziś producent Phil Spector (ci sami twórcy odpowiadają także za inny przebój: „River Deep – Mountain High”). Pierwsze wykonanie powierzono w 1963 roku kobiecemu zespołowi wokalnemu Ronottes, który zyskał sławę dzięki tej piosence właśnie. A jest to utwór nie byle jaki –  uważa się go za jeden z ważniejszych z lat 60., wymieniając go obok hitów Beatlesów. W 1999 roku piosenka zastała zaliczona do Grammy Hall of Fame, a wśród licznych zaszczytów trzeba jeszcze wspomnieć o 22 miejscu na liście piosenek wszech czasów magazynu Rolling Stone.

Pisząc o powstaniu piosenki celowo skupiłem się na jej zasługach dla historii muzyki popularnej, bo aż trudno uwierzyć, że tak wielki przebój nie przyciąga innych wykonawców. Zazwyczaj w przypadku światowych hitów nowe wykonania liczy się w setkach, więc jeśli w przypadku pojedynczych piosenek jest inaczej, to należy się zastanowić. W tym przypadku prawdopodobnie „zawiniło” wykonanie wokalnego zespołu kobiecego, bo jeśli mamy nowe wersje, to albo podobnych składów żeńskich, albo banalnych wykonań na nasadzie kopii. Dlatego ty razem będzie wyjątkowo mało wersji, ale niewątpliwie godnych uwagi. Zaczniemy od lekkiego odświeżenia piosenki w wykonaniu Leslie Grace. Ta amerykańska wokalistka pochodząca z Dominikany, tutaj delikatnie zaznaczyła swoje pochodzenie – ciągle słyszymy tę samą, frywolną piosenkę, ale dzięki stylistyce latynoskiej jest ona nieco inna.

Dzięki punkowej  kapeli The Dollyrots piosenka doczekała się też nieco mocniejszego charakteru. Można to uznać za kolejny eksperyment, bo połączenie rocka z nieco infantylnym głosem wokalistki prowadzi tu do kreacji, którą można uznać za pastisz.

I jeszcze jedno nagranie. Francuska aktorka Vanessa Paradis, dzięki swojej dużej popularności sprawiła, że jej wersja stała się hymnem wyzwolonych kobiet.

Ciekawą, liryczną wersję nagrała Melissa Manchester. Tutaj właściwie nie ma nic odkrywczego, a jedynie zmiana nastroju dzięki zwolnieniu tempa. Niby nic wielkiego, a jednak mocno zmieniającego nasze wyobrażenie o piosence.

Wszystkie wysłuchane wykonania pokazują, że ich głównym sensem jest podtrzymanie piosenki przy życiu. I to może dobrze, bo nic tak nie pomaga zabytkom, jak utrzymywanie ich w najlepszej formie.

 

Zostaw komentarz

*

code