Skip to content
13 kwiecień / admin

O coverach (prawie) wszystko – „Birdland”

“Birdland” uchodzi dziś za stary standard jazzowy, ale historia tego utworu jest tak pokręcona, że może zaskoczyć nawet dobrze poinformowanych melomanów. Zaczęło się nie tak dawno, bo pierwszy raz “Birdland” znalazł się w 1977 roku w albumie zespołu Weather Report. Kapela uznawana dziś za prekursora jazz fusion to jedna z lepszych formacji instrumentalnych XX wieku, a jej lider Joe Zawinul swoimi kompozycjami wszedł do ponteonu najlepszych twórców.

Dlaczego ten stosunkowo młody utwór jest uznawany za stary standard? Prawdopodobnie chodzi o genezę powstania kompozycji – jej tytuł nawiązuje do słynnego nowojorskiego klubu jazzowego Birdland działającego w Nowym Jorku w latach 1949 – 65. Właściwie trudno sobie wyobrazić ważnego artystę światowego jazzu, który by tam nie wystąpił – dla muzyków było to miejsce nobilitujące, bo zagrać w Birdland to jak dostać legitymację do elitarnego klubu najlepszych.

Swoje nowe życie utwór zyskał 2 lata po premierze, kiedy wokalny zespół The Manhattan Transfer nagrał płytę “Extension”, a na niej numerem 1. był “Birdland” właśnie. Tekst do utworu napisał Joe Hendricks, doświadczony wokalista, który do historii muzyki wszedł głównie jako nowatorski autor tekstów. Jego zasługa to wskrzeszenie wielu arcydzieł instrumentalnych, bo właśnie w tekstach do standardów jazzowych się specjalizował. I robił to bez kompleksów, dopisując także tekst do solowych części improwizowanych, dzięki temu,  słuchając dziś standardu z jego tekstem możemy przy okazji zachwycać się błyskotliwymi solówkami świetnych muzyków. Wersja Manhattan Transfer otrzymała 2 nagrody Grammy, a piosenka stała się wizytówką zespołu.

I to chyba najciekawsze, że utwór, który już mógł być zapomniany, nagle powraca na salony i robi oszałamiającą karierę. Bo po 10 latach “Birdland” ponownie pojawia na gali Grammy. A dzieje się to za sprawą Quince Jonesa i jego kultowego albumu “Back on the Block”. Ten krążek genialnego muzyka znakomicie połączył różne stylistyki, a wokalnie wsparli go świetni artyści (George Benson, Luther Vandross, Dionne Warwick, Barry White, Chaka Khan, Take 6, Bobby McFerrin, Al Jarreau, Ray Charles), a w śród nich ostani raz w nagraniach wzięły udział ikony wokalnego jazzu: Ella Fidtzgerald i Sarah Vaughan. A jakby tego było mało, to gościnnie grają tu też Miles Davies, Joe Zawinul i Dizzy Gillespie. Album zgarnął 7 statuetek, w tym tę najcenniejszą, czyli album roku, a  samo “Birdland” wyróżniono dwukrotnie.

Po tych kilku wykonaniach nie możemy obniżyć poprzeczki, więc zwrócimy uwagę jedynie na wykonania ponadprzeciętne. Tak jest w przypadku austriackiego septetu dętego Minosil Brass. Ta wersja brzmi bardzo szlachetnie, ale też pokazuje wyobraźnię muzyków, bo jest tu sporo inwencji.

Nad pokazaniem nagrania Victora Lopeza długo się zastanawiałem, bo na pierwszy rzut oka niczym szczególnym się nie wyróżnia. Warto jednak zwrócić uwagę, że w tej raczej grzecznej wersji są poukrywane smaczki. I to właśnie siła utworu, który każdemu muzykowi z wyobraźnią daje możliwość przemycenia czegoś swojego, a mimo to nie zmienia się kompozycji, szlachetnej i  ponadczasowej „Birdland”!

 

Zostaw komentarz

*

code