Skip to content
4 Lut / Wojtek

O coverach (prawie) wszystko – „Hound Dog”

Ten utwór znamy z kultowego wykonania Elvisa Presleya z 1956 roku, które jest do dziś jednym z bardziej znanych coverów. W momencie nagrywania piosenka była już od kilku lat znana, ale dopiero nagranie Presley’a sprawiło, że „Hound Dog” jest przebojem nieśmiertelnym. Najlepszym dowodem jest tu 19. miejsce na liście piosenek wszech czasów magazynu Rolling Stone. Utwór znajduje się także w czołówce najlepiej sprzedających się singli na świecie.

Piosenkę napisaną w 12-taktowym schemacie bluesowym, typowym dla tego gatunku, napisali Jerry Leiber i Mike Stoller, a pierwszego nagrania dokonała w 1952 roku Wille Mae Thorton znana pod pseudonimem „Big Mama”. Utwór stał się wielkim hitem, sprzedając się w 500 tysiącach egzemplarzy i spędzając 14 tygodni na liście najlepszych utworów R&B, w tym 7 tygodni na miejscu pierwszym. Ale, jak się później okazało, o tej piosence z pewnością świat zapomniałby dosyć szybko.

„Hound Dog” bardzo często wykorzystywany jest w filmach, w tym takich hitach, jak: „Grease”, „Forrest Gump”, „Indiana Jones and the Kingdom of the Crystal Skull”, „John Lennon. Chłopak z nikąd” i „Ludzie honoru”. Dodatkowa popularność to ponad 250 nowych wykonań różnych artystów z całego świata. I nic dziwnego, że przy tej ogromnej popularności znalazły się osoby, które zwietrzyły możliwość zarobienia dużych pieniędzy – stąd kilka burzliwych procesów o prawa autorskie.

Przejdźmy jednak do nowych wersji. Kiedy się słucha większości nagrań dokonanych w latach 50. ubiegłego wieku, to nie mamy wątpliwości, że słuchamy naśladownictwa: najpierw  „Big Mamy”, a później Presley’a. Dziś nie ma sensu zastanawiać się, do której wersji nawiązuje jakieś nowe nagranie, lepiej skupić się na ciekawych propozycjach. I tu czeka na nas niespodzianka, bo tych jest mało. Zaczniemy od nagrania  Cleve Jacksona, może nie tak odkrywczego, ale na pewno stylowego.

Bardzo interesująco do piosenki podszedł Robert Palmer. Tutaj postawiono na konfrontację dramatycznego wokalu ze skromnym akompaniamentem. Dramaturgicznie piosenka bardzo interesuąco się rozwija – widać, że Palmer miał konkretną koncepcję na swoje wykonanie.

Nieźle brzmi też wersja zespołu Sherbet. Co prawda bardzo wyraźna jest tutaj stylistyka zaproponowana przez Presley’a, ale brzmi to wiarygdonie.

Trudno nie wspomnieć o koncertowym nagraniu Johna Lennona. Tutaj także słychać silne wpływy Presley’a, ale w tym przypadku może właśnie o to chodziło? Być może ten znakomity muzyk, autor wielu nieśmierteknych piosenek w ten sposób chciał uhonorować swojego idola?

I to już prawie wszystko. Można się zdziwić, że tak popularna piosenka ma stosunkowo mało nowych wersji. Więc nie. Tych nagrań jest bardzo dużo, ale rzadko które wnosi coś nowego. Dlatego skończymy nagraniem bardzo kreatywnym. Cozy Cole, amerykański trębacz z pomocą swoich kolegów wykonał świetną, artystyczną wersję.

 

 

 

Zostaw komentarz

*

code