O coverach (prawie) wszystko – „Love for Sale”
Dzisiaj przyglądamy się popularnej piosence, znanej głównie w środowiskach jazzowych, bo właśnie w tych obszarach utwór czuje się najlepiej. “Love for Sale” powstał niemalże 100 lat temu, jako część widowiska “The New Yorkers” z 1930 roku, a jej kompozytorem jest sam Cole Porter.
Znaczenie piosenki jest dosłowne, w musicalu wykonuje ją prostytutka oferująca swoje usługi:
Love for sale. Who will buy? Who would like to sample my supply? Who`s prepared to pay the price…..
Można założyć, że to piosenka wyłącznie dla pań, ale nie, o czym za chwilę. Oczywiście zdecydowana większość nowych wykonań to interpretacje kobiecie – i tu wielkie nazwiska: Eartha Kitt, Ella Fitzgerald, Aretha Franklin i Billy Holiday. Zacznijmy od zmysłowego nagrania Elli Fitzgerald, która jeszcze bardziej podkreśliła opowieść nieszczęśliwej kobiety.Wersja Elli Fitzgerald to jedna z nielicznych trzymających się pierwotnej kompozycji (zwrotka – refren). W znakomitej większości nowych nagrań słyszymy formę zaczynającą się od refrenu, co zdecydowanie zmieniło atrakcyjność utworu, wszak to właśnie refren jest obecnie wizytówką tej piosenki. Koncertowe wykonanie Aretha’y Franklin to podkreślenie walorów artystycznych utworu.
Jednym z pierwszych artystów, który rozpowszechnił wersję zaczynającą się od refrenu był Miles Davis. Wersja instrumentalna może sobie pozwolić na więcej luzu, podążanie za muzyką.
Można nawet odnieść wrażenie, że pominięcie dramatycznego tekstu wyzwala z muzykach nowe pokłady energii. Buddy Rich ze swoim big bandem pokazał to najlepiej. Można nawet powiedzieć, że to zupełnie inny, radosny utwór.
W ostatnich latach największy rozgłos przyniosło wykonanie duetu Tony Bennett / Lady Gaga. Jest to też nawiązanie do początków artysty, który wiele lat temu nagrał wersję solową.
Kontynuując przegląd wykonań męskich warto posłuchać tego, co zaproponował Seal. Tutaj już bardzo daleko odeszliśmy od wersji pierwotnej.
Podobnie, ale jeszcze odważniej jest w przypadku wersji dwóch zespołów. To co zrobił Boney M, to potwierdzenie, że są wykonawcy, których nie obchodzi intencja autorów. Zespół był tak popularny w ubiegłym wieku, że jego każde wykonanie stawało się hitem, a słuchaczy nie interesowało, że ta wersja zabija ducha utworu. Można powiedzieć, że podobną niefrasobliwością kierował się the Manhattan Transfer. Kiedy jednak dojdziemy, że piosenkę umieszczono na znakomitej płycie „Pastiche”, to wiemy, że tu chyba chodziło o coś innego. Jakby artyści chcieli się wytłumaczyć z bardzo swobodnego potraktowania piosenki.









