Skip to content
9 lis / admin

O coverach (prawie) wszystko – „Oh Happy Day”

Ta piosenka uchodzi dziś za klasykę muzyki soul, a to za sprawą zespołu Edwin Hawkins Singers, który w 1969 roku zaprowadził piosenkę na światowe listy przebojów. I od tego czasu „Oh, Happy Day” jest wielkim hitem.

Swoją popularność piosenka zawdzięcza  nowoczesnej, soulowej aranżacji, bo pierwotnie taka nie była. I tu pojawia się pierwowzór, czyli hymn z 1755 roku autorstwa pastora Philipa Doddridge. Warto posłuchać wersji pierwotnej, bo dopiero teraz możemy docenić to, co z utworem zrobiono współcześnie. Można nawet powiedzieć, że to nieco inne utwory.

To, co zapoczątkowano w 1969, bardzo szybko znalazło licznych kontynuatorów, jednak najczęściej w bardzo podobnej konwencji. Do tej grupy należą wielkie gwiazdy, jak choćby Aretha Franklin i Ray Charles – nagranie tej pierwszej musi się tutaj pojawić.

Piosenka bardzo szybko stała się hymnem ludzi wyzwolonych, stąd jej obecność na festiwalu w Woodstock za sprawą słynnej niegdyś pieśniarki Joan Baez. To wykonanie pochodzi z tego samego roku, czyli krótko po premierze wersji, od której zaczęliśmy.

I jeszcze jedno nagranie z tego samego roku. Wersję instrumentalną nagrał sam Quince Jones. Smaczku dodaje fakt, że płyta z tym utworem ukazała się także w 1969 r.! Można odnieść wrażenie, że w tamtym czasie niczego innego nie słuchano.

Przenosimy się do czasów mniej odległych. Club Novueau nagrał w 1992 roku wersję nieco nowocześniejszą, ale właściwie to nic innego jak lekki lifting, bo cały czas słyszymy koncepcję pierwowzoru z 1969 roku.

Kończymy wersją z 2021 pierwszego, z najnowszej płyty, którą niedawno nagrał Cory Henry. Znamienne jest, że w tym współczesnym materiale inspirowanym muzyką gospel i R&B umieszczono jedno nagranie instrumentalne. Jakże to wymowne.

 

 

 

 

Zostaw komentarz

*

code