Skip to content
31 maja / Wojtek

O coverach (prawie) wszystko – „Respect”

Dzisiaj przyjrzymy się piosence, która nierozerwalnie kojarzy się z jej słynną wykonawczynią – jeśli mówimy o „Respect”, od razu kojarzy nam się Aretha Franklin. I odwrotnie: myśląc o tej świetnej wokalistce momentalnie przypomina nam się jej największy przebój.

I tu pierwsze zaskoczenie. Dwa lata wcześniej, czyli w 1965 roku, utwór został wykonany po raz pierwszy przez Otisa Reddinga, ale dopiero wersja Arethy stała się światowym hitem. Zaskoczeniem może być porównanie obu wersji. Bo przecież Redding nie był byle kim – jego nazwisko to część historii muzyki popularnej, liczne zaszczyty, zwłaszcza po śmierci wpisywanie jego nazwiska na listy najważniejszych artystów XX wieku. Dlaczego więc w konfrontacji dwóch znakomitych wokalistów wersja Arethy okazała się zdecydowanym zwycięzcą? O tym za chwilę, najpierw posłuchajmy nagrania oryginalnego.

Różnica obu przedstawionych wersji to trochę inne podejście do muzyki, ale największy wyróżnik polega na spersonalizowaniu tekstu piosenki. Wersja Reddinga przedstawiona jest z perspektywy mężczyzny, który jest całkowicie oddany swojej partnerce, daje jej wszystko czego ona potrzebuje. Jest wszak jeden warunek – za tę „łaskawość” facet spodziewa się szacunku od swojej kobiety. Z kolei Aretha odwróciła sytuację. Tutaj ona jest osobą „rozdającą karty”, jest świadomą kobietą, wiedzącą, że jest w stanie zapewnić swojemu mężczyźnie wszystko. I ta świadomość jest dla niej gwarancją szacunku. Słowo "R-E-S-P-E-C-T" (szacunek) jest tutaj podkreślony powtarzanym przez chór motywem melodycznym z tym najważniejszym słowem. Właściwie można powiedzieć, że obie wersje mówią o tym samym, jedynie z dwóch różnych perspektyw. Jednak interpretacja Arethy Franklin jest dużo bardziej przekonująca, a to sprawiło, że piosenka w tym właśnie wykonaniu jest do dziś hymnem wyzwolonych, dumnych kobiet. I pewnie nieprzypadkowo wśród nowych nagrań dużo więcej jest wersji wykonywanych przez panie. Na początek proponuję Dianę Ross z jej pierwszym zespołem „The Supremes”.

Adeva, amerykańska wokalistka R&B, najbardziej aktywna na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku, specjalizując się w wykonywaniu obcego repertuaru także zajęła się „Respect”. Można odnieść wrażenie, że ta wersja jest rodzajem wariacji, ale warto jej posłuchać jako przykład odzwierciedlenia tamtych czasów.

Poruszając się chronologicznie trafiamy na nagranie Barbary Tucker, królowej muzyki house. Tutaj nasunął mi się wniosek, że właśnie tak mogłaby dzisiaj zaśpiewać Aretha Franklin. Bo to ciągle ta sama, jedynie lekko odświeżona piosenka, ciągle z kobiecą siłą, ciągle tak samo przekonująca.

Po tych silnych wykonaniach kobiecych wracamy do panów i nagrania zespołu The Rationals sprzed prawie 60 lat. Tutaj z kolei możemy zobaczyć zupełnie inne podejście, temu wykonaniu znacznie bliżej jest do najmodniejszej wtedy grupy The Beatles niż oryginału.

W historii  muzyki jest wiele przykładów na to, że jedno, charakterystyczne wykonanie może mocno zdominować życie piosenki na zawsze.  Przykład “Respect” to kolejne potwierdzenie na nieograniczone możliwości kreacji – bo to wzorcowe, niedoścignione wykonanie może powstać niezależnie od oryginału, uciekając założeniom twórców utworu.

 

 

Zostaw komentarz

*

code