Skip to content
15 lis / Wojtek

O coverach (prawie) wszystko – „The Sound of Silence”

Piosenka powstała jako “The Sounds of Silence”, ale bardzo szybko zyskała popularność pod obecnie funkcjonującym tytułem. Ten jeden z bardziej znanych przebojów duetu Simon & Garfunkel to oczywiście piosenka jednego z ważniejszych twórców piosenek XX wieku Paula Simona. Pozornie łatwy utwór powstawał kilka miesięcy na przełomie lat 1963/64. Charakterystyczny sposób śpiewania w duecie był możliwy dzięki pomysłowi producenta, który wpadł na pomysł, aby ścieżki wokalne nagrywać jednocześnie jednym mikrofonem. Dziś wielu wykonawców piosenki powiela dwugłos zastosowany w oryginale. Tom Wilson to producent, którem Simon wiele zawdzięcza, bo oprócz ważnej współpracy na początku kariery brał udział w późniejszych realizacjach, także solowych, w tym też wydanej niedawno płyty z nowymi wersjami piosenek kompozytora.

Wydany w październiku 1964 roku album z tą piosenką nie spotkał się z zainteresowaniem, więc artyści zakończyli swoją współpracę – Paul wrócił do Anglii, a Art kontynuował studia. Pół roku później piosenka zaczęła być prezentowana w lokalnych stacjach radiowych. Ta nagła popularność zainspirowała producenta do nagrania nowej wersji z dogranymi kilkoma instrumentami.  Panowie z duetu nawet nie wiedzieli, że ich piosenka jest poddana remixowi, do czasu wydania jej we wrześniu 1965 roku na singlu. I od tego czasu zaczyna się nowe, świetne życie “The Sound of Silence”.

Liczne wersje piosenki to temat kłopotliwy. Bardzo dużo jest prób naśladowania śpiewania w duecie, ale zdecydowana większość artystów swoje nagrania rozpoczyna od identycznego, charakterystycznego wstępu gitarowego. Oczywiście oba nurty są poza moim obszarem poszukiwań. Kiedy już odrzucimy te wszystkie próby bezczelnego kopiowania oryginału, to zostaną nam wersje pokazujące trochę inne oblicze piosenki.

Heavy metalowa kapela Disturbed nagrała ciekawą, dramatyczną wersję. Tutaj sens piosenki został podporządkowany koncepcji wykonawczej – w konsekwencji słyszymy interpretację spójną i przekonującą.

Znacznie dalej poszli muzycy z zespołu Nevermore. W ich przypadku trudno mówić o tradycyjnym wykonaniu coverowym, bardziej jest to nowy utwór powstały na bazie “Sound of Silence”.

Ciekawą wersję nagrała dama jazzu Carmen McRae. Jej podejście rozpoczęcia piosenki od wiernego wykonania tematu, poprzez wersje coraz bardziej śmiałe, nieco wariacyjne, to przykład wielkiego mistrzostwa.

Warto odnotować nagranie Ani Dąbrowskiej. Piosenka ukazała się na płycie „Ania Movie” z ważnymi muzycznymi tematami użytymi w filmach. I może nie jest to wykonanie szczególnie kreatywne, ale biorąc pod uwagę raczej niski poziom wykonawczy obcego repertuaru na naszym  rynku, warto tę próbę zauważyć.

Najwięcej ciekawych wersji nagrali instrumentaliści. Jeśli takie sławy jak chociażby Pat Metheny interpretują po swojemu tę słynną piosenkę, to nie można mieć wątpliwości, że to atrakcyjny i ważny utwór.

Inny gitarzysta, Stanley Jordan zdecydował się na wykonanie solowe. Jego propozycja jest równie ciekawa, ale oparta na innej, bardziej wirtuozerskiej koncepcji.

Pochodzący z RPA trębacz Hugh Masekela połączył piosenkę z innym utworem. Jego medley brzmi atrakcyjnie. Możemy odnosić wrażenie, że oba utwory są potraktowany jak standardy jazzowe.

Tak, „Sound of Silence” jest niewątpliwie standardem. Dobrze, że kilku zaprezentowanych artystów tak właśnie, z szacunkiem i pietyzmem, podeszło do tej niezwykłej piosenki.

 

 

Zostaw komentarz