Skip to content
14 lut / admin

O coverach (prawie) wszystko – „Valerie”

Dzisiaj będzie o piosence młodej, bo powstałej zaledwie 15 lat temu, a mimo to można odnieść wrażenie, że towarzyszy nam znacznie dłużej. Oczywiście największą popularność ten utwór zawdzięcza Amy Winehouse, której brawurowa interpretacja, ale także nietuzinkowe życie przysporzyły piosence dodatkowej wartości. A początek to zespół The Zutons, który “Valerie” umieścił na swoim drugim albumie. O tej pochodzącej z Liverpoolu kapeli niewielu już dzisiaj pamięta, bo po 8 latach działalności przestała istnieć. Na szczęście pozostała piosenka.

„Valerie” napisał wokalista zespołu Dave McCabe, który proces tworzenia skwitował krótko – piosenka powstała w taksówce podczas podróży do mamy, i przed dotarciem do niej, w 20 minut piosenka była gotowa. Tytuł nawiązuje do amerykańskiej znajomej autora, Valerie Star, która prowadząc samochód pod wpływem różnych używek miała kłopoty z policją, łącznie z aresztowaniami i zabraniem prawa jazdy. I trzeba przyznać, że pierwotna wersja piosenki jest bardzo interesująca, a że nie zyskała godnej siebie popularności to jedynie dowód na to, że w każdej dziedzinie sztuki łaska pańska na pstrym koniu jeździ.

Teraz możemy przejść do najbardziej znanej wersji, czyli do ciekawej historii, jak doszło do nagrania piosenki przez Amy Winehouse. Zaczęło się od Marka Ronsona, muzyka, który jako twórca i producent zasłynął głównie współpracą z wielkimi gwiazdami, tu wymieńmy niektóre nazwiska:  Adele, Lady Gaga, Lily Allen, Robbie Williams, Miley Cyrus, Queens of the Stone Age i Bruno Mars. Ronson zaprosił wokalistkę do wzięcia udziału w projekcie wydania płyty z coverami soulowych wersji słynnych nagrań gitarowych. Amy przyszła z propozycją zaśpiewania „Valerie”, co nie mieściło się w założeniu płyty, ale także producent nie bardzo mógł sobie wyobrazić wokalistkę w tej piosence. Kiedy jednak Amy przedstawiła swoją koncepcję wszyscy czuli, że to jest wykonanie godne uwagi.

Można powiedzieć, że to właśnie Ronson, a zwłaszcza Amy Winehouse nadali piosence zupełnie nowe życie. Po nich swoje wersje nagrało wielu świetnych artystów, jak np. Bruno Mars. Co prawa nie jest to nagranie, które wnosi coś nowego, ale już sam fakt wykonania piosenki przez tego artystę jest wystarczającym argumentem, aby tego posłuchać.

Ciekawe jest nagranie Jamesa Morrisona. Jego wersja zaczyna się surowo, z samą gitarą, po czym stopniowo wraz z pojawianiem się nowych instrumentów i głosów towarzyszących zmienia nieco charakter, ale ta wersja w całości jest nieco spokojniejsza i bardziej refleksyjna niż zazwyczaj.

Podobnie uroczo i nieco inaczej brzmi piosenka w wykonaniu bluegrassowego The Brothers Comatose. To wersja, która pokazuje potencjał utworu, jest spokojniej, przy tym niezwykle stylowo.

Jeszcze jedno ciekawe wykonanie  – Kenna and The Kings nagrali wersję, która nie zaskakuje. Jest tu właściwie wszystko co już znamy, ale jest tu coś ciekawego, dodatkowa energia, która sprawia, że to nagranie jest interesujące.

I na koniec ciekawostka – zachowało się nagranie ze spotkania Alicji Keys z uczniami, podczas którego usłyszeliśmy najpierw wokalistkę akompaniującą sobie na fortepianie, a za chwilę orkiestrę szkolną z fragmentem piosenki. Bardzo ciekawe. Bo ta piosenka rzeczywiście inspiruje.

Zostaw komentarz

*

code