Skip to content
31 Gru / Wojtek

O coverach (prawie) wszystko – „Where Do I Begin?”

Ten słynny motyw najpierw został wykorzystany jako temat instrumentalny w filmie „Love Story” z 1970 roku. Co prawda miała to być piosenka, ale dystrybutor filmu nie zgodził się na zaproponowany tekst, więc podjęto śmiałą decyzję, aby film promować wyjątkowo  nie piosenką, a jedynie tematem instrumentalnym. Po olbrzymim sukcesie filmu, ale też szybkiej karierze wspomnianej melodii jako piosenkę, z nowym tekstem, wykonał ją Andy Williams.

Kompozytorem muzyki jest Francuz Francis Lai, który za „Love Story” otrzymał Oscara. Nie pierwszego, bo kilka lat wcześniej statuetką uhonorowano go za świetną muzykę do kultowego filmu „Kobieta i mężczyzna”. Warto wspomnieć, że muzyk zaczął jako akompaniator Edith Piath. Przy okazji zaczął też komponować dla niej piosenki, co z czasem przerodziło się w jego główne zajęcie kompozytora, a to z kolei doprowadziło do całkowitego  skoncentrowania się na muzyce filmowej. Muzyk współpracował z wieloma światowej klasy reżyserami, najczęściej z Claudel’em Lelouch’em, dla którego napisał muzykę do 35 filmów.

Piosenka bardzo szybko zdobyła listy przebojów – 8. miejsce magazynu Billboard i nr 1 na liście easy listening. Jej liderowanie w kategorii „łatwych utworów” nie jest przypadkowe, bo do dziś piosenka jest wizytówką tego stylu. Jednak to, co mieści się w definicji „easy listening” w USA, bo stamtąd pochodzi ta kategoria, zupełnie inaczej rozumiane jest gdzie indziej. Tam jest normalnym stylem, jak country i R&B, niestety reszta muzycznego świata traktuje go jako rozgrzeszenie do propagowania muzyki kiczowatej. I w ten sposób piękna piosenka dla zakochanych stała się mekką wykonawców schlebiających niższym gustom muzycznym. Takie właśnie są w większości nowe wykonania – pompatyczne, ckliwe i najczęściej nie najwyższych lotów. Udało mi się odnaleźć kilka nagrań nie robiących krzywdy, ale biorąc pod uwagę ogromną popularność piosenki, ta skromna liczba interesujących kreacji może być sporym zaskoczeniem.

Wśród wielu poprawnych wersji piosenkowych moją uwagę zwróciło nagranie Shirley Bassey. Ta wokalistka, znana z wielu wykonań popularnych piosenek, nigdy nie wyróżniała się szczególną kreatywnością, jednak kiedy coś już wykonała, to tak przekonująco i prawdziwie jak „Where Do I Begin?”

Wśród nowych nagrań sporo jest wersji instrumentalnych. Być może jest to potwierdzenie słuszności decyzji producenta filmu, który zrezygnował z piosenki na rzecz motywu instrumentalnego właśnie. Dla urozmaicenia proponuję nagranie duetu 2 Cellos, który słynie z wykonań znanego repertuaru popowego. W tej kreacji nie ma nic nowego, obracamy się wokół porządnej komercji. I nic więcej.

Najbardziej znaną wersją instrumentalną jest ta nagrana przez zespół Henry’ego Mancini’ego. I to ciekawe, że muzyk, który sam był autorem świetnej oprawy do znakomitych filmów (m. in. „Śniadanie u Fiffany’ego”) potrafił trochę inaczej wykonać ten utwór. Jego koncepcja jest bardzo ekspresyjna, momentami nieco kiczowata, ale świetnie wpisuje się w stylistykę tamtych czasów.

Wersja Mancini’ego pojawia się tutaj nieprzypadkowo, bo jest zapowiedzią innej ciekawej wersji – posłużyła raperowi Immortal Technique do stworzenia zupełnie innego odczytania utworu. Na tle klasycznej, eleganckiej orkiestracji łobuziarska interpretacja rapera brzmi interesująco.

Kończymy spotkanie z piosenką. Przykładów ciekawych nagrań nie ma dużo, ale, tak jak napisałem na początku, liczne kiczowate wersje tego utworu wprowadziły go na stałe do szuflady z piosenkami dla niewymagającego słuchacza. Na szczęście znalazło się kilku artystów, którzy uratowali honor tego bardzo dobrego utworu.

 

 

Zostaw komentarz

*

code