Skip to content
10 cze / Wojtek

Oszukańcze debiuty w Opolu

Kiedyś występ w Opolu był dla debiutanta przepustką do wielkiego świata. Dziś to kolejne pokazanie się w telewizji. Niestety.

W tegorocznym koncercie wystąpili głównie starzy znajomi, czyli uczestnicy telewizyjnych talenshow. Czy to desperacja organizatorów, żeby oprzeć się na mimo wszystyko rozpoznawalnych twarzach? A może bardziej desperacja wykonawców, którzy jeszcze raz, prawdopodobnie nie ostatni, próbują się wedrzeć do naszego SZOŁBIZNESU?

Największą jednak niespodzianką był repertuar, który tym młodym wokalistom zaproponowano. Każdy średnio rozgarnięty wykonawca wie, że utwory z repertuaru Niemena, to coś więcej niż zwykłe piosenki.  Do tego repertuaru trzeba dojrzeć. I właśnie to było podczas koncertu słychać cały czas – prawie wszystkie wykonania były „przeszarżowane”. Prawdopodobnie zabrakło pokory i szacunku dla twórców śpiewanych piosenek. Chyba nie było ani jednego wykonania, w którym nie zmieniono by linii melodycznej. Wiem, że w tej kwestii są co najmniej dwie szkoły: falenicka i otwacka. Ja zdecydowanie wyznaję tę, w której nie poprawia się kompozytora.

W całym koncercie były zaledwie 2 wykonania, które nie wywołały we mnie torsji. Najpierw zainteresowała mnie Iwona Kmiecik. Jej interpretacja była kulturalna i powściągliwa, aczkolwiek nie pozbawiona błędów rytmicznych. Opisując jakiś czas temu na moim  blogu piosenkę „Pod papugami” analizowałem rytmikę piosenki. Tymczasem zdecydowana większość śpiewa ją tak, jak zapamiętała, a nie jak chciał kompozytor. Szkoda, że Iwona nie zajrzała do oryginalnego zapisu nutowego.

Drugi ciekawy występ to Karolina Skrzyńska w piosence „Czas jak rzeka”. To jedyne w tym koncercie wykonanie, w którym wykonawca nie poddaje się banalnej komercji.  Na pewno ta propozycja nie pasowała do niefrasobliwego wydźwięku całego koncertu, jednak zawsze będę podziawił muzyków, którzy w znanych piosenkach szukają czegoś nowego, ale nie dzwinego! Zwłaszcza, że poszukiwania Karoliny, to zmierzenie się z klimatem piosenki. Brawo!

Pozostali wykonawcy udowodnili, że jest im obojętne co śpiewają. Ważne żeby było atrakcyjnie i ozdobnie, na zasadzie im więcej dziwnych, nowych dźwięków, tym lepiej. A zwycięstwo Mateusza Ziółko należało do tzw. oczywistych oczywistości. Prawdopodobnie już przed koncertem było wiadomo kto musi wygrać. I chyba nie ma znaczenia, że było to bardzo słabe wykonanie.

Ciekawe jaki repertuar wymyślą organizatorzy za rok? Jak by co, to mam kilka typów trudnych piosenek: Ewa Demarczyk, Grzegorz Ciechowski, kabaret Starszych Panów. Nic, tylko śpiewać 😆

 

 

Zostaw komentarz

*

code