Skip to content
13 lut / Wojtek

Pastisz? Parafraza? Repryza?

Dziś o szczególnym zainteresowaniu starymi piosenkami, o tym jak zdecydowana wizja i świadomość artystyczna mogą nadać  utworowi inny sens. Takie próby są szczególnie interesujące w sytuacji, gdy z utworu powiedzmy mało ambitnego powstaje artystyczna perełka. Już kilka razy wcześniej pisałem o sytuacji, kiedy wykonanie coverowe spowodowało szerokie zainteresowanie piosenką. Jeśli tak jest, to głównie świadczy to bardzo dobrze o wykonawcy, który zdecydował się na ten odważny krok. Odważny, bo albo wymaga dużej wyobraźni, przewidzenia, że nowa wersja będzie bardziej odpowiednia lub bardziej artystyczna, albo odwagi w podejmowaniu ryzyka igrania z delikatną materią, zwłaszcza gdy na warsztat bierze się piosenkę powszechnie uważaną za obciachową.

Pierwszy przykład, to próba najwyższej odwagi, jaką wiele lat temu wykazała się Maryla Rodowicz, śpiewając piosenkę ”Kolorowe jarmarki”.

               

Gdyby na ten krok wokalistka zdecydowała się obecnie, będąc artystką uznaną, nikt by się nad tym dłużej nie zastanawiał. Jednak Maryla Rodowicz nagrała nową wersję piosenki w 1977 roku, bezpośrednio po zaprezentowaniu jej przez autora, Janusza Laskowskiego w momencie, gdy jej pozycja na rodzimym rynku była silna, ale podobnych artystów było co najmniej kilkunastu. Rodowicz w swojej wersji postawiła na to, co u Laskowskiego wyśmiewano, czyli na ludyczność i lekką kiczowatość. Różnica jednak jest taka, że u Rodowicz ten zabieg był świadomy jako konsekwencja określonej koncepcji wykonania utworu. Dzisiaj, kiedy mówi się o „Kolorowych jarmarkach”, myśli się niemal wyłącznie o wykonaniu pani Maryli. I całe szczęście!

               

„Daj mi tę noc”, piosenka niezwykle popularna cały czas, dziś głównie kojarzy się z repertuarem biesiadnym.

               

Dlatego sięganie po ten utwór musi świadczyć o odwadze i dystansie do samego siebie. Stąd też z uznaniem słucha się wersji IncarNations. I nic chyba dziwnego, wszak za tym projektem kryją się dwa nazwiska wcześniej kojarzone z mało komercyjnym i uznanym w środowisku Zespołem ze Wsi Warszawa – Maja Kleszcz i Wojtek Krzak.

               

Zgoła inne podejście zaprezentował Adam Sztaba, który w trakcie przygotowywania nowych, często zaskakujących wersji przebojów do jednego z programów telewizyjnych, pozwalał sobie na nowatorskie interpretacje. Okazuje się, że prawdziwy artysta nawet przy seryjnych produkcjach potrafi wyczarować coś interesującego.

               

Co prawda trzecia piosenka, której się przyjrzymy, nie mieści się we wcześniej przedstawionym schemacie, ale przy tej okazji warto o niej opowiedzieć.

               

„Co mi panie dasz” to utwór zawsze traktowany poważnie, ale w tegorocznej wersji mający zupełnie inny wydźwięk. Gaba Kulka i Czesław Mozil oczyścili tę piosenkę z całego popowo-rockowego anturażu – postawili na najczystszą postać piosenki, czyli na jej tekst i muzykę. I okazało się, że w nowej wersji piosenka nabiera zupełnie innego, zgoła filozoficznego znaczenia. I to chyba o to chodzi, bo piosenka autorstwa Beaty Kozidrak powstała w szczególnym momencie historii Polski  (1983 rok) i do tych czasów się odnosi.

               

Podsumujmy. I tu mam problem, bo normalnie interpretowanie utworu z przymrużeniem oka jest pastiszem. A jak jest w sytuacji odwrotnej?  Tutaj wygląda tak, jakby pastiszem było wykonanie pierwotne. Może więc mamy tu do czynienia z czymś wcześniej niezdefiniowanym. Może to po prostu parafraza albo repryza? A może pastisz odwrotny?

Zostaw komentarz

*

code