Patrycja Markowska – „Krótka płyta o miłości” [RECENZJA]
Jeszcze przed wydaniem tej płyty wytwórnia narobiła sporo szumu. To miało być wydarzenie, głównie z uwagi na 4 duety z panami. I rzeczywiście album jest wydarzeniem, lecz niekoniecznie dobrym.
Repertuar płyty można podzielić na dwie, mocno różniące się grupy. Piosenki solowe są zadziwiająco słabe, atakują banałem. Wykonawczo Markowska nawet nie mieści się w średniej krajowej. Jej śpiewanie, jak zwykle manieryczne, z głosem mocno osadzonym w gardle, niechlujne wykonywanie dźwięków z podjazdami i przypadkowymi melizmatami, jest przykładem złego gustu wokalnego. Teksty piosenek straszą mocno, na czele z moją ulubioną frazą: „telefony głośno milczą o tym, o czym milczę ja” . Muzycznie piosenki nie są najgorsze, ale raczej nie przystają do XXI wieku – stylistycznie plasują się gdzieś między Wandą Kwietniewską, a Urszulą. Co ciekawe, zupełnie inaczej, dużo lepiej słucha się piosenek, w których Markowska nie uczesniczyła jako „twórca”.
www.youtube.com/watch?v=Xv-d5RtSFeM
Zupełnie inaczej brzmią piosenki, do których wokalistka zaprosiła panów. Tutaj wszystko jest dużo strawniejsze. Nie mam wątpliwości, że to zasługa zaproszonych wokalistów i autorów, bo oni rzeczywiście nadają utworom charakteru. Ale nawet tutaj Markowska mocno się przebija ze swoją manierą i nieprecyzyjnym odtwarzaniem linii melodycznej. Na mnie wrażenie zrobił utwór nagrany z Leszkiem Możdżerem. Nawet się zdziwiłem, że ten świetny pianista zgodził się na współpracę z Markowską. Efekt jest jednak dużo lepszy, niż można by się po Markowskiej spodziewać. W ten sposób Możdżer udowodnił, że nie ma złych wokalistów – wystarczy tylko odpowiednia oprawa. A najciekawszy duet wokalistka nagrała z zespołem Pectus. Kapela, która nigdy mnie muzycznie nie interesowała potrafiła jednak wznieść się na wyżyny pomagając wokalistce. Dzięki temu słyszymy bardzo dobrą piosenkę.
www.youtube.com/watch?v=Y8F7pNqbvAw
Tytuł krażka, nawiązanie do słynnego cyklu filmów Krzysztofa Kieślowskiego, świadczy o braku pokory, albo niedocenieniu światowej klasy reżysera Dekalogu. A może artystka nie wie, że samozwańcze porównywanie się z tak istotną klasyką jest po prostu nietaktowne?
5/10








