Skip to content
25 czerwiec / admin

Peja – „Ricardo” [RECENZJA]

Nowy album artysty – zaglądam z ciekawości, ale rewelacji się nie spodziewam. I słusznie, bo tu nic nie zmieniło. Peja po raz kolejny potwierdza, że jego czas się zatrzymał. To bardziej rytmizacja tekstu niż rapowanie banalnych, nie wnoszących nic nowego tekstów. Ale nawet rytmizację można zrobić ciekawiej, podczas gdy artysta powtarza ciągle te same patenty – jego schematy rytmiczne są tak proste i przewidywalne, że nawet ciekawe podkłady często nie dają rady. A szkoda, bo współpracujący z nim nad stroną muzyczną Slums Attack i Magiera trochę się postarali.

Uwagę zwracają utwory, a właściwie jedynie fragmenty, w których występują goście, zwłaszcza DonGuralesko, Sokół i Pezet. Niestety za każdym razem kiedy pojawia się Peja, swoim charakterystycznym, bardzo nieciekawym głosem niszczy starania swoich gości. A najciekawsza współpraca to utwór „Jak Nipsey”, w którym pojawia się Sztoss  –  tym wokalistą muszę się zainteresować.

Sam Peja najczęściej straszy, jak choćby w utworach „Mindset” i „Przystań”, albo chwali się, np. w „Flow Must Go On”. Za to zamykający album utwór „Pamięć absolutna” jest dużo ciekawszy, tylko zastanawiam się, czy tak doświadczony raper ma prawo pozwalać sobie na miałkie, bardzo komercyjne kawałki. No właśnie, tu zadaję sobie pytanie, co byłoby, gdyby z albumów artysty usunięto jego „rapowanie”. Na pewno byłoby dużo  ciekawiej, tylko jak wtedy należałoby takie płyty nazwać?

6/10

Zostaw komentarz

*

code