Skip to content
7 maja / Wojtek

Pentatonix – „Top Pop, Vol 1” [RECENZJA]

To niebywałe. Nie sądziłem, że kiedykolwiek będzie mi się podobał zespól Pentatonix. Żadna z ich płyt mnie nie zadowoliła, a ta ubiegłoroczna wręcz pokazała, że mamy do czynienia z wokalną hochsztaplerką. Aż tu nagle…..

Na ten album muzycy wybrali 11 przebojów muzyki pop ostatnich lat. Są tu szlachetne wersje piosenek, które gościły na listach przebojów całego świata. Słyszymy więc najnowsze hity Bruno Marsa ("Finesse") i Eda Shirana ("Perfect"), ale też ciekawy medley hitu "New Rules" Dua Lipy w połączeniu z "Are You That Somebody?" sprzed prawie 20 lat. Zespół chętnie sięga po utwory stylistycznie określone, jak  "Havana" i "Despacido". Z tych piosenek Pentatonix zrobił ciekawe miniatury – ciągle są to modne radiowe piosenki, jednak w ich wykonaniu nabierają szlachetności i wdzięku.

Już od pierwszych dźwięków i dużej energii w "Attention" i "Finesse" słychać, że to jakby nieco inny zespół. To co wcześniej mi mocno przeszkadzało, czyli manieryczność partii wiodących i sporo nieprecyzyjności intonacyjnych tutaj znika jak za dotknięciem różdżki. Założyłem, że musiał to być wpływ współpracy z osobą z zewnątrz, bo skoro członkom zespołu wcześniej te niedoskonałości nie przeszkadzały, to dlaczego nagle mieliby słyszeć inaczej? Nie mam wątpliwości, że za tę odmianę odpowiada producent albumu Ben Bram. Ten zdobywca 2 nagród Grammy, aranżer i wokalista, uznana postać świata muzyki a cappella pokazał, że jednak można. Brawo!

Na uwagę zwracają aranżacje, które specjalnie wyszukane nie są, ale może właśnie o to chodzi w piosenkach popowych. Bo tu na pewno można by więcej pokombinawać, jednak wtedy piosenki nie byłyby tak atrakcyjne. Zespołowi udaje się więc zachować ducha przebojowości, czym różnią się od najlepszych zespołów wokalnych, które śpiewając wielkie hity robią z nich wysublimowane, artystycznie wartościowe wersje dla wąskiego grona odbiorców. Najbardziej podoba mi się to, co zrobiono z piosenką "Stay" z repertuaru Alesii Cary. Odarcie jej z popowego plastiku, zastosowanie świetnych harmonii w refrenie sprawiło, że tej piosenki słucham najchętniej. Podoba mi się też lekko dowcipna aranżacja w "Issues" Julii Michaels, albo pomysl na przejmowanie wiodącej melodii przez kolejnych wokalistów w "Praying" śpiewanej oryginalnie przez Keshię.

Cieszę się, że zespół Pantatonix istnieje, bo przeciera  nowe ścieżki w śpiewaniu wielogłosowym. Bo niby to nic wielkiego, jednak na tle otaczającej nas muzyki łatwej i często banalnej, takie podejście do wykonywanego repertuaru daje nadzieję, że świat jeszcze nie zwariował. A już zupełnie inną kwestią, w tym przypadku chyba najważniejszą jest, że dzięki temu zespołowi wielu młodych słuchaczy dowiaduje się, że muzyka a cappela może być zjadliwa.

9/10

 

 

 

 

Zostaw komentarz

*

code