Skip to content
23 sie / Wojtek

„People get ready”

„People Get Ready”, piosenka zespołu The Impressions z 1965 roku. Piosenka niepozorna, bo to właściwie jedyny znany utwór tej dawno zapomnianej formacji. Tym bardziej warto wspomnieć, że ta niewinna piosenka na stałe wpisała się w historię muzyki rozrywkowej: trzecie miejsce na liście the Billboard R&B Chart i czternaste na the Billboard Pop Chart, a także numer 24. na liście piosenek wszechczasów magazynu Rolling Stone. Najważniejszym jednak wyróżnieniem jest znalezienie się na liście Top 10 najlepszych piosenek – listę tę tworzą najlepsi twórcy przemysłu muzycznego (m.in.: Paul McCartney, Brian Wilson i Hal David).
Zanim zaczniemy wsłuchiwać się w tę piosenkę, warto znać podłoże jej powstania, bo to ono miało później duży wpływ na jej losy. Autor piosenki, Curtis Mayfield mówi, że inspiracją dla powstania piosenki były pieśni religijne. Jak sam przyznaje musiał być wtedy prawdopodobnie w bardzo złym nastroju, skoro potrzebował religijnych inspiracji.

People get ready there’s a train a-comin’
You don’t need no baggage you just get on board
All you need is faith to hear diesels a-humming
You don’t need no ticket you just thank the Lord

Yeah yeah yeah
People get ready for the train to Jordan
Picking up passengers from coast to coast
Faith is the key open the doors and board them
There’s room for all of the loved and lost
Yeah yeah

Now there ain’t no room for the hopeless sinner
Who’s hard on mankind just to save his own
Have pity on those whose chances are thinner
’Cause there’s no hiding place from the Kingdom’s Throne

Oh people get ready there’s a train a-comin’
You don’t need no baggage you just get on board
All you need is faith to hear diesels a-humming
Don’t need no ticket you just thank the Lord

Yeah yeah yeah
I’m getting ready I’m ready
Oh I’m getting ready I’m ready

Coverowych wykonań tej piosenki jest tak wiele, że trzeba przyjąć jakieś kryteria, aby być w stanie docenić, że to utwór wybitny.

Wokalistki

Wiele pań próbowało zaśpiewać „People get ready”, niektóre z nich całkiem udanie. Większość jednak nie potrafiła poskromić swoich pokus i zaczęła poprawiać kompozytora, bo ta piosenka wyjątkowo kusi do wyskakiwania z pierwotnej skali dźwięków. Aż nie mogę uwierzyć, że ktoś kto skomponował tak wspaniałą piosenkę, nie wpadł na rozwiązania melodyczne, które proponuje większość wokalistek. Widocznie dla tych niesfornych pań nie było to oczywiste. Tu znowu wraca problem poprawiania oryginału – zabieg najczęściej nieuzasadniony  i wręcz nietaktowny.W miarę grzecznie, nie bezczeszcząc pierwowzoru, ale też interesująco, zaśpiewały swoje wersje Joss Stone i Alicja Keys. Jednak te wokalistki zdecydowanie przegrywają z propozycją Arethy Franklin.

Aretha Frankling potraktowała tę piosenkę bardzo tradycyjnie. Zaśpiewała ją w klimacie pieśni religijnej. Jednak nawet przy tak tradycyjnym podejściu, wokalistka wniosła sporo świeżości, zwłaszcza w warstwie rytmicznej.Dawno nie słyszana w naszym cyklu Eva Cassidy ponownie przypomina o swojej maestrii. Co prawda nie jest to najlepsze wykonanie Evy, bo zazwyczaj zachwyca, ale tak jak zawsze jej magia wykonawcza działa.

Wokaliści

Panowie bardziej ochoczo zabrali się za tę piosenkę i właściwie nie wiadomo dlaczego. Ten utwór jest absolutnie uniwersalny, więc jedynym wytłumaczeniem jest zasugerowanie się wykonawcą pierwotnym, czyli zespołem męskim. W porównaniu z paniami tutaj znajdujemy znacznie więcej ciekawych wykonań.  Na długiej liście znajduje się mnóstwo wykonawców mniej znanych i być może dlatego najlepsze wersje proponują niekwestionowani mistrzowie.Swoją klasę potwierdza Sting, który pozornie jest tylko „dodatkiem” do występu gitarzysty, Jeff’a Beck’a. To wykonanie zachwyca świetną oprawą instrumentalną, ale tak naprawdę to właśnie Sting sprawia, że piosenka wykonana jest znakomicie. Wokalista śpiewa, jakby wykonywał swoją piosenkę, a sposób opracowania frazowania udowadnia, że Sting ma tutaj własną, przemyślaną koncepcję. Jeff Beck wykonuje ten utwór także w wersji instrumentalnej, lecz dopiero zaproszenie Stinga spowodowało, że piosenka jest bardziej interesująca.

Drugi maestro, czyli Phil Collins, proponuje bardzo osobiste, nieco ascetyczne, ale przy okazji inteligentne wykonanie. Aż chce się słuchać częściej.

W kategorii wokalistów należy posłuchać także wykonania mało znanego Matisyahu. To najbardziej twórcza wersja, pokazanie nowych odcieni utworu. Warto podkreślić, że artysta pozwalając sobie na wprowadzanie wielu ciekawych zmian, zanim zacznie bawić się konwencją,  rzetelnie przedstawia temat muzyczny piosenki. Takie podejście świadczy o szacunku do oryginału, ale także o świadomości wykonawczej wokalisty.

Instrumentaliści

Wykonania instrumentalne to kolejna długa lista. I tutaj także wykonań ciekawych jest niewiele, co tylko potwierdza klasę samej piosenki. Ponownie przekonujemy się, że kategoria cover jest zadaniem dla najlepszych.Maceo Parker, saksofonista długo związany z Jamesem Brownem, zagrał bardzo zgrabną wersję. Tego wykonania słucha się jak typowej produkcji smooth-jazzowej. Rzetelne i profesjonalne.

W podobnej konwencji swoją wersję nagrał Michael Kaeshammer – elegancko i z klasą. W tym przypadku uwagę zwracają dodatkowo dwa elementy. Partia fortepianowa zagrana jest świetnym, głębokim dźwiękiem, zwłaszcza w pierwszej fazie utworu, gdzie wzorem muzyki klasycznej pokazana jest ekspozycja utworu.  Interesująco także rozwija się dramaturgia z urzekającym początkiem i energetyczną kulminacją. Świetne!

Zespoły

Tak, to prawda, ta piosenka kusi wiele zespołów, zwłaszcza te o zacięciu gospelowym. Wszak to utwór mocno osadzony w tej konwencji, do tego stopnia, że pierwotne wykonanie The Impression przez wielu słuchaczy zostało odebrane jako cover murzyńskiej pieśni. Niestety większość zaproponowanych  wersji jest na poziomie nawet nie przeciętnym. Jedyne godne wysłuchania wykonanie to propozycja zespołu Take6.

Dodam tylko, że to właśnie wykonanie było dla mnie inspiracją do przyjrzenia się tej piosence. Tak więc dzięki mojemu ulubionemu zespołowi, a zwłaszcza ich fantastycznej wersji, miałem okazję przeżyć ciekawe spotkanie z „People get ready”. Podobnych przeżyć życzę czytającym ten tekst.


 

 

 

Zostaw komentarz

*

code