Skip to content
4 paź / Wojtek

Pierwsza 50-ka

Kiedy 2 lata temu pisałem pierwszy tekst na temat coverów zakładałem, że będzie to krótki, kilkuodcinkowy cykl. Chciałem po prostu zabrać głos w sprawie powszechnego, nie zawsze artystycznego zjawiska. W ten sposób coraz głębiej wchodziłem w tę tematykę odkrywając, że zjawisko nie jest ani marginalne, ani banalne. Dzisiaj temat wykonywania obcego repertuaru stał się moją pasją. Każda piosenka odkrywana pod kątem „kowerowania” jest dla mnie nowym, ciekawym doświadczeniem. I tak doszło do 50 artykułów w cyklu „O coverach (prawie) wszystko”. Dziś wiem, że będę ten cykl kontynuował, bo jest dla mnie niezwykle rozwijający, a  także, co jest tutaj nie bez znaczenia, cieszy się dużym zainteresowaniem wśród naszych czytelników.

Przy okazji tego małego jubileuszu zamierzam krótko podsumować to, co do tej pory wydarzyło się w naszym cyklu. Na początek statystyki. W całym cyklu omówione zostały 73 piosenki, a wszystkich utworów jest aż 340. To oznacza, że na etapie pisania poszczególnych felietonów wysłuchałem grubo ponad 3 tysiące wykonań.  Często spotykam się z pytaniem, dlaczego nie zająłem się jakimś tytułem. Otóż, moim założeniem jest pisać o piosenkach, które posiadają wystarczająco dużo nowych interpretacji. Proszę zauważyć, że staram się promować dobre wykonania, a nie skupiać się na tych nieudanych, bo tych jest znacznie więcej.

Liczba 73 piosenek w kontekście 50 artykułów, przy założeniu, że 1 artykuł poświęcony jest 1 piosence, wynika z kilku felietonów monograficznych. Ta kategoria była dla mnie szczególnym wyzwaniem, bo w założeniu była poświęcona całej twórczości wybranego artysty (Quince Jones, Whitney Huston, Andrzej Zaucha, Stewie Wonder i artykuł „Pastisz, parafraza, repryza”), dlatego te artykuły mogły być poświęcone postaciom, których dokonania artystyczne znam wyjątkowo dobrze. Artyści tutaj opisywani to ważne nazwiska w historii muzyki rozrywkowej, cieszę się więc, że w tej kategorii najczęściej czytanym był artykuł na temat Andrzeja Zauchy  (8 pozycja w zestawieniu popularności wszystkich felietonów). Warto więc przy tej okazji posłuchać nagrania, które nie zmieściło się we wspomnianym tekście. To moja ulubiona piosenka z repertuary Zauchy.

Przechodząc już do podsumowania całego zestawienia – największą popularnością cieszyła się piosenka Ain’t No Sunshine. Zwycięstwo tego utworu jest spektakularne, dlatego że ilość wejść na ten artykuł jest niemalże dwukrotnie większa, niż na pozycję nr 2. Przy tej okazji postanowiłem wyszukać nagrań, których jeszcze nie prezentowałem. Okazuje się, że po pewnym czasie można znaleźć nowe wykonania lub docenić te, które wcześniej nie wydawały mi się wystarczająco interesujące. Na pewno warto zwrócić uwagę na wykonanie Selah Sue.

Ta belgijska wokalistka zachwyca prostotą wykonania. Jej wersja jest nawiązaniem do oryginału, jednak zastosowana tutaj powściągliwość wykonawcza zasługuje na duże uznanie.  Na drugim biegunie znajduje się wykonanie amerykańskiego rapera DMX (pseudonim Earl’a Simmons’a). Takie wykonania, próba unowocześnienia i odciśnięcie swojego piętna, są ważne pod kątem ewolucji muzyki, a także jako sposób docierania ważnego repertuaru do nowych odbiorców.

Miejsce 2. na naszej liście to A Song For You. Artukuł o tej piosence ukazał się stosunkowo niedawno, jednak od początku cieszył się dużą popularnością. Dlaczego jedne piosenki z tego cyklu są częściej odwiedzane?  Dlaczego właśnie ta piosenka jest popularniejsza od standardów rozrywkowych, np. piosenek The Beatles?  Nie wiem. Mogę się jedynie cieszyć, że tak często udaje mi się trafić w zainteresowanie czytelników. Na potrzeby tego zestawienia proponuję nagranie Whitney Huston. Ta wersja nie zmieściła się w artykule poświęconym utworowi, jednak uważam, że godna jest posłuchania. Tutaj wokalistka udowodniła, że wykonania na żywo należy traktować inaczej, bo jej nagranie studyjne tej piosenki jest zupełnie inne. Mnie jednak bardziej przekonuje bezpośrednie pokazywanie emocji na scenie,  mimo że jest w tym pewna doza egzaltacji.

Nr 3 to A Whiter Shader of Pale, legendarna piosenka Procol Harum. Bardzo interesujące jest nagranie tego samego zespołu po 40 latach. Ta wersja jest nieco grzeczniejsza od oryginału, ale też bardziej dostojna. To także swoisty znak, że piosenka jest niekwestionowaną klasyką.

Kontynuując zdziwienie popularności niektórych piosenek bardzo cieszy mnie 4. miejsce utworu Meckie Majcher. Artykuł o tej piosence to także spora satysfakcja dla mnie – niektóre utwory bardzo łatwo poddają się analizie, inne z kolei wymagają znacznie głębszego zainteresowania. Zawsze staram się wysłuchać wszystkich dostępnych nagrań, więc niejednokrotnie tych nagrań jest ponad setka. W przypadku songu Brechta i Weila nagrań było wyjątkowo dużo, pewnie dlatego w artykule nie znalazło się nagranie Robbiego Williamsa. To wersja typowo rozrywkowa, aczkolwiek nie można jej odmówić profesjonalizmu.

Bardzo też ucieszyło mnie miejsce 5., bo to najwyżej notowana piosenka polska. Przy tej okazji chciałbym zaproponować wysłuchanie Faridy Gangi. To nagranie wiąże się z włoską wersją tego utworu, która sam Niemen nagrał w okresie podboju europejskich rynków. Jego kariera za granicą, zwłaszcza we Włoszech, wiązała się z koniecznością nagrywania swoich piosenek w nowych wersjach językowych. Tak też się stało z „Dziwny jest ten świat”. Tutaj niestety ingerencja włoskiego wydawcy była tak silna, że ostatecznie piosenka otrzymała tytuł „Io senza te” i jest piosenką o miłości.

A o to cała złota dziesiątka:

  1. „Ain’t no Sunshine”
  2. „A Song For You”
  3. „Bielszy odcień bieli”
  4. „Mackie Majcher”
  5. „Dziwny jest ten świat” i „(I Can’t Get no) Satisfaction)”
  6. „Mamma Mia”
  7. „Schody do nieba”
  8. Andrzej Zaucha
  9. „Bohemian Rhapsody”
  10. „September”

 

Mam nadzieję, że następna 50-ka będzie równie interesująca, bo wiem, że materiału w historii muzyki jest jeszcze wystarczająco dużo i cały czas powstają nowe utwory.

Wszystkie artykuły z pierwszej 50-ki  dostępne są na tym blogu. Tutaj też niebawem zacznie się druga 50-ka:-).

Zostaw komentarz

*

code