Polska Wersja – „PW4EVER” [RECENZJA]
Za każdym razem pisząc o tej formacji zwracam uwagę na świeżość repertuaru. Bo tworzący Polską Wersję Hinol i Jano to nie artyści szukający swoich środków wyrazu. Im zawsze chodzi o prawdę, niezależnie czy w albumach solowych, czy nagranych w duecie.
Zaczyna się nienajgorzej, bo w „OMG” jest rasowo, bez wdzięczenia się i puszczania oczka. Nawet podobać się może „Rzucam”, mimo że ten zbyt prosty „wokal” zaczyna trochę drażnić. Jednak mniej więcej od połowy, od „Na potem” zaczyna się czarna seria – wszystkie utwory sprawiają wrażenie, jakby wymknęły się spod kontroli. Jest banalnie, zwłaszcza kiedy panowie biorą się za formy, które mogłyby przypominać piosenki. No właśnie, mogłyby, ale czasami słuchamy czegoś, co już na pewno nie jest rapem, ale trudno też nazwać to „coś” piosenką.
Najbardziej szkoda niewykorzystania muzyki, bo PSR (Kamil Pisarski), jej producent, trochę się tu napracował. Można jednak odnieść wrażenie, że partia muzyczna i tekstowa to byty niezależne, a najlepszym przykładem są anglojęzyczne wstawki producenckie, nie mające wiele wspólnego z tekstem utworu. I może ze względu na swoją prostotę uwagę zwraca „Na zielonej wyspie”. Ciekawy podkład z żywymi instrumentami, co jest znakiem rozpoznawczym producenta, wynosi utwór na nieco wyższy poziom. I nawet raperzy potrafili to wykorzystać, szkoda jednak, że w zwrotkach nie potrafili bardziej pokombinować z rytmem i frazami, bo chyba można było zrobić to dużo ciekawiej.
To już czwarty album Polskiej Wersji. Wydaje się, że chyba już wyczerpała się dotychczasowa formuła, że to co dotychczas zwracało uwagę, czyli świeżość i surowość w przekazie, teraz już nie działa. No cóż, artysta nie może stać w miejscu.
5/10








