Skip to content
6 wrz / admin

Polskie płyty 2017

Po pierwszej połowie roku można powiedzieć, że dotychczas polska fonografia nas nie rozpieszcza. Z drugiej strony jednak nie ma co przesadzać, bo chyba nikt normalny się nie spodziewa, ze nagle na naszym rynku pojawi się kilkanaście płyt wybitnych. Prawdopodobnie niektóre ciekawe albumy mi umknęły i albo dowiem się o nich z lekkim opóźnieniem, albo dopiero nominacje do Fryderyków podpowiedzą mi,  na ci zwrócić uwagę.

Póki co warto podsumować to, co było dotychczas, bo przecież nie było aż tak źle. W moim zestawieniu najlepszych płyt I połowy roku znajdują się 3 pozycje, które mnie najbardziej zainteresowały. Kolejność jest tutaj kompletnie przypadkowa, bo płyty reprezentują zupełnie inne stylistyki. Wszystkie jednak są na tyle interesujące, że warto na nie zwrócić uwagę.

Renata Przemyk – „Boogie Street”

Tą płytą się zachwyciłem i słucham jej często. Głównie chodziło o zaskoczenie, bo dotychczas piosenki Cohena mnie jakoś specjalnie nie interesowały. Mało tego, kiedy słyszałem koleje setne wykonanie najbardziej znanych utworów tego artysty, to zbierało mi się na wymioty. Dzięki tej płycie dowiedziałem się, ze Cohen to nie tylko „Alleluja”, „Zuzanna” i kilka innych nieśmiertelnych przebojów okolicznościowych. Ta płyta to sukces grupy osób. I nie podjąłbym się nawet różnicować, która z nich zrobiła najwięcej – w równym stopniu do sukcesu przyczynili się tłumacz tekstów Daniel Wyszogrodzki, aranżer Krzysztof Herdzin, główna wokalistka Reneta Przemyk, no i oczywiście autor piosenek, czyli Leonard Cohen.

Renata Przemyk – „Boogie Street” [RECENZJA]

Lemon – „Tu”

Na ten zespół można zawsze liczyć. Ich ostatnia płyta jest potwierdzeniem klasy. To bardzo rasowa i profesjonalna muzyka. Pikanterii  dodaje albumowi fakt, że cały materiał nagrano w studiu na „setkę”.

Lemon – „Tu” [RECENZJA]

Mrozu – „Zew”

Ostatnia płyta artysty zaskakuje. Nowe piosenki Mrozą są dojrzałe pod każdym kątem. Nigdy wcześniej nie przypuszczałem, że tak bardzo zachwycę się muzyką artysty, którego znałem, ale nigdy się specjalnie nie podniecałem. Okazuje się, ze jedna płytą można wszystko zmienić. Brawo!

Mrozu – „Zew” [RECENZJA”

Sam jestem ciekaw, ile jeszcze interesujących albumów przyjdzie nam wysłuchać do końca roku. Już teraz wiem, że w rankingu podsumowującym rok 2017 znajdzie się co najmniej jedna płyta wydana niedawno.  Na razie gorąco polecam te 3 płyty.

 

Zostaw komentarz

*

code