Skip to content
6 mar / Wojtek

Poprawianie samego siebie – Quincy Jones

Dosyć często zdarza się, że artysta, który jest na rynku dłużej niż kilka sezonów,  po pewnym czasie traktuje swoje piosenki jak covery i nagrywa je jeszcze raz, w często bardzo zmienionej wersji. Niestety, dosyć często te eksperymenty poprawiania nie są imponujące. Bywają jednak chlubne wyjątki i o takim właśnie przypadku dzisiejsza opowieść. W dodatku przypadku szczególnym, bo pierwszy raz nie będziemy przyglądać się wokalistom, ani nawet kompozytorom. Tym razem próba przyjrzenia się producentowi muzycznemu. Producentowi szczególnemu i wybitnemu, bo tylko tak można określić Quincy Jones’a.

Quincy Jones obecny jest na amerykańskim rynku muzycznym od ponad 50 lat. Lista wykonawców, dla których produkował płyty, jest historią muzyki rozrywkowej na najwyższym poziomie: Dinah Washington, Sarah Vaughan, Andy Williams, Ray Charles, Ella Fitzgerald, Count Basie, Frank Sinatra, Aretha Franklin, Michael Jackson, George Benson, Donna Summer. To tylko te największe nazwiska, bo wymienienie wszystkich artystów współpracujących z tym producentem jest niewiarygodnie długa. Wystarczy powiedzieć, że Quincy Jones aż 72 razy był nominowany do nagrody Grammy, a statuetek zdobył „tylko” 27, w tym tę najważniejszą Grammy Legend Award. Kończąc listę zasług: 36 płyt podpisanych swoim nazwiskiem, wyprodukowanie mega przeboju „We are the World”. Osiągnięcia na miarę kilku wybitnych życiorysów!

Czas już na muzykę, a ta pochodzić dziś będzie z jednej płyty – „Soul Bossa Nostra” wydanej w 2010 roku. Płyta wyjątkowa jest pod wieloma względami. Głównym jej wyróżnikiem jest to, że Jones na tej płycie zebrał piosenki, które w ciągu niespełna 50 lat nagrał przynajmniej raz. Tym razem producent przypomina nam te świetne, trochę zapomniane utwory, w nowych, bardzo śmiałych wykonaniach. Patrząc na listę wykonawców aż trudno uwierzyć, że na jednej płycie jest tyle znakomitości. Wszyscy wykonawcy z tej płyty są laureatami przynajmniej jednej nagrody Grammy, ale także wielu innych show biznesowych trofeów. Jest nawet 3 laureatów Oscara.

Zacznijmy od nieco dziwnego, dowcipnego „Hikky-Burr”.

                   

 Z nagrania niemalże instrumentalnego, z małym zaangażowaniem słynnego Billa Cosby’ego, powstał utwór quasi hip-hopowy, ale przede wszystkim nowoczesny. Główny motyw melodyczny utworu się nie zmienił, ale współcześni wykonawcy – Three 6 Mafia i David Banner dodali tej piosence nowego ducha. Dzięki temu nagranie na pewno nie trąci myszką, bo o to producentowi zapewne chodziło.

 Podobnie jest w przypadku piosenki P.Y.T. (Pretty Young Thing). Tę piosenkę nagrał sam  Michaell Jackson. Dzisiaj po wielu latach od oryginalnego nagrania,  aż trudno uwierzyć, że minęło tyle lat, bo utwór nadal brzmi nowocześnie. Jednak duet T-Pain, Robin Thicke przypominają nam, że w XX wieku  muzyka zmieniła się podobnie jak elektronika, czy dostępność do kosmosu. Można oczywiście dyskutować,  które nagranie jest ciekawsze (ja wolę to oryginalne), ale wiadomo, że o gustach się nie dyskutuje. Niewątpliwie nowa wersja niewiele odbiega od oryginału, a jest jedynie lekkim liftingiem.

 

 

Tak naprawdę trudno określić, czy płyta ma charakter hip-hopowy, czy bardziej R&B. Niewątpliwie jest to płyta niezwykle nowoczesna, co zważywszy na wiek producenta tworzy wrażenie niezwykłe! I to, że Jonesowi udało się zaprosić do nagrania kolejnych piosenek artystów, będących obecnie na topie, świadczy tylko o tym, że pewnie każdy marzy o tym, aby z tą legendą amerykańskiego przemysłu fonograficznego nagrać chociażby jeden utwór.

Do grona znakomitości, śpiewających na „Soul Bossa Nostra”, dołączyła już dziś legendarna Amy Winehouse. Najpierw nagranie pierwotne, czyli 1965 rok i Lesley Gore.

 

 Quincy zastosował tu ciekawy zabieg: charakterystyczny głos Amy połączył z lekko archaicznym, stylizowanym na lata 60-e akompaniamentem. Efekt jest niesamowity, zwłaszcza, że to zapewne jedno z ostatnich nagrań wokalistki, a w kontekście jej burzliwego życia i dramatycznej śmierci impreza, o której śpiewa nabiera zupełnie innego sensu. Na pewno jest to inne „party”, niż to, o którym opowiada Lesley Gore.

 

Na deser zostawiłem moje ulubione nagranie, zresztą pewnie nie tylko moje, skoro jest to piosenka tytułowa.

 

Piosenka została nagrana przez samego Jonesa w 1961 roku, czyli spokojnie mogłaby już leżeć w muzeum,  jednak Quincy nie pozwala nam o tym wdzięcznym utworze zapomnieć. I tak właśnie z utworu instrumentalnego „Soul Bossa Nova” otrzymujemy piosenkę nie tylko z tekstem, ale też z dodatkową treścią opowiedzianą w clipie. „Soul Bossa Nostra” to połączenie talentu fantastycznych wykonawców (Ludacris, Naturally 7 i Rudy Currence). Co ciekawe, Quincy nie zmienił brzmienia pierwotnego utworu, po prostu potraktował go jako akompaniament, a tekst został dopisany do nowej, dodanej linii melodycznej. Żeby zrobić tak wysublimowaną wersję covera trzeba być nie lada mistrzem. Na przykład Quincy Jonesem!

Zostaw komentarz

*

code