Skip to content
28 Maj / admin

„Pułapka na motyle”: bo mówi się Sobla, nigdy nie Sobela! [RECENZJA]

Najpierw był przedskoczek, czyli ubiegłoroczna EP-ka, która pokazała, że w tego młodego artystę warto zainwestować. „Pułapka na motyle” to pełnowymiarowy debiut artysty. I to taki debiut, który warto odnotować, bo może nie są to szczyty artyzmu, ale na pewno sygnał, że uczestniczymy w narodzinach ciekawego wykonawcy. Co prawda po pierwszym przesłuchaniu wiem, że to nie moja bajka, ale nadal słucham. Jeszcze bardziej się o tym przekonuję czytając co o tytule albumu mówi sam wykonawca: „to metafora, w której pułapką jest umysł, a myślami motyle, mogące reprezentować również stany emocjonalne, które zostały w mojej głowie na stałe po przeżyciu konkretnych rzeczy, bez znaczenia jak długi czas minął od zdarzenia”. Naprawdę? To trzeba było powiedzieć?

A jeszcze bardziej o tym, że nie jestem tutaj targetem przekonuję się po zawartości płyty – bardzo nierównej i dziwnej. Króluje tutaj muzyka kojarząca mi się z tureckim bazarem, jak choćby: „Bandyta” i „Zaczarowany Mózg”. Te utwory wstawione na początek chyba za mocno zdominowały płytę, bo potem pojawia się klika ciekawych pozycji: „Kapie deszcz”, „Fiołkowe pole” i interesująco zrobiona „To ja”. W tych utworach artysta nie udaje rapera, głównie śpiewa, a to wychodzi mu  nie najgorzej. Niestety za chwilę znowu jesteśmy sprowadzeni do parteru – „Nie teraz” i „Kinol” to potworki. A na dobicie jest „Gruby temat”, tego utworu lepiej w ogóle nie komentować. Tutaj właśnie artysta instruuje nas, że „mówi się Sobla, nigdy nie Sobela”.

Album zamyka „Restart”, utwór zupełnie inny. To dla mnie ozdoba krążka. Być może to też  zapowiedź, że prawdziwy Sobel ma coś do powiedzenia. Bo jeśli artysta pójdzie w tym kierunku, jeśli pozostawi za sobą te dziwne banalne klimaty, to być może doczekamy się artysty bardzo interesującego.

7/10

 

Zostaw komentarz

*

code