Skip to content
3 lis / admin

Ralph Kaminski – „Kora” [RECENZJA]

Chyba nie można sobie wyobrazić lepszego upamiętnienia wielkiej artystki. Nie będę ukrywał – ani Maanam, ani sama Kora, nigdy nie byli moimi ulubieńcami, to jednak głupotą byłoby ich nie doceniać. Myśląc Maanam zawsze myślimy Kora, bo właśnie charyzma i niespotykana osobowość wokalistki doprowadziły zespół na szczyt. Potem Kora funkcjonowała już samodzielnie, utrwalając markę legendy polskiej muzyki popularnej. I z tym mitem spróbował się zmierzyć Ralph Kaminski, kolorowy ptak naszej sceny. Pierwotnie miał to być jedynie koncert, specjalnie przygotowany na tegoroczny Przegląd Piosenki Aktorskiej,  na który artystę zaproszono jako zwycięzcę poprzedniej edycji. I może dobrze, że po bardzo udanym koncercie narodził się pomysł wydania płyty. I jeszcze lepiej, że  piosenki zostały nagrane na tzw. setkę, czyli to, co słyszymy, to jakby wersje koncertowe.

Artysta wybrał jedynie 10 piosenek, i dobrze że nie więcej, bo ten stopień skondensowania wpłynął na wzmocnienie przekazu. Można sobie wyobrazić, że selekcja materiału była niełatwa – Kora pozostawiła po sobie mnóstwo znakomitego materiału, a w zależności od okresu twórczości niesie on zupełnie inne przesłanie. Ralph Kaminski posłużył się kluczem – postawił na piosenki bardzo osobiste, kobiece, o miłości i tęsknocie. Początkowo może nawet razić, że mężczyzna śpiewa bardzo damskie teksty bez zmiany płci narratora. Ale kiedy wsłuchamy się w całość wydaje się, że tak musiało być. Bo Ralph Kaminski nie chciał pokazać nam ambitnych wersji znanych hitów, a raczej złożyć hołd wielkiej artystce. Jednak przy okazji pokazał też siebie, bo te, w większości znane teksty, brzmią jakoś inaczej, bardziej dramatycznie  i ciągle wiarygodnie.

Imponująca jest koncepcja instrumentalna – większość piosenek jest ciekawie, zaskakująco zaaranżowana, jak np. „Wyjątkowo zimny maj”, albo „Zabawa w chowanego” . I nawet jeśli jest odważnie i inaczej niż w oryginale, to nigdy nie mamy wrażenia przekombinowania. Mam nadzieję, że fani Kory pokochają tę płytę, chociaż być może ci najbardziej wierni mogą mieć pretensje o zbyt dużą ingerencję. Dla mnie ta płyta to duża przyjemność, ale chyba nie będę do niej wracał.

8/10

Zostaw komentarz

*

code