rów babicze – „SZEŚCIOPAK”[RECENZJA]
Tego materiału słucha się jak supportu przed gwiazdą wieczoru – jest interesująco, ale i tak czeka się na to, co będzie za chwilę. Bo to tylko 17 minut, a że wszystko mieści się w średnich stanach tego, do czego zespół nas już przyzwyczaił, więc biedy nie ma.
W tym materiale nico inaczej niż zazwyczaj jest stylistycznie. Można odnieść wrażenie, że artyści bawią się formą, muzycznie to chyba pastisz. Chyba, bo w „Jak poznałem” i „Nie marudź” jesteśmy w klimatach jakiejś popeliny, ale tekst pokazuje, że to jest świadome – znając zdolności panów do sprytnych, prześmiewczych obserwacji wiadomo, że to beka z innych gatunków. Jednak za chwilę, w „Ale”, zapraszając strasznie pretensjonalną wokalistkę, można się pogubić, jakby artyści chcieli powiedzieć, że to wszystko jest naprawdę.
Krótkie albumy są ryzykowne. Jeśli to początek kariery, to ok., po prostu nie ma więcej materiału. U doświadczonych artystów to już inna historia, zwłaszcza tych ulubionych, bo ledwo się zaczęło, a już się skończyło. W przypadku polskich EP-ek najczęściej jest ulga, że oszczędzono słuchacza. Nie wiem jaka idea przyświecała rowowi babicze, ale dobrze się stało, że to tylko 6 utworów – nic wielkiego nie zdążyło się wydarzyć, ale całego materiału słucha się bez większych obaw. Klasyczna sytuacja dwóch wygranych. Albo przegranych.
7/10








