Skip to content
13 lis / Wojtek

Sarsa – „Miało być jak w filmie” [RECENZJA]

Sarsa należy do tych artystek, które nie wyskakują z każdej lodówki, a mimo to jej miejsce na naszej scenie jest stabilne. Jak do tego doszło? Ciężką, pracą, konsekwencją i chyba talentem. Proste, prawda?

Sarsa idzie utartą przez siebie ścieżką: śpiewa o rzeczach trudnych, ale robi to z klasą i nienachalnie. Co prawda nie ma tu wielkich hitów, może z wyjątkiem „Jak w filmie”, ale jeśli stacje radiowe się uprą, to mogę wykreować kilka przebojów. Bo też uwagę zwraca „Wesoły diabeł” – ciekawa konstrukcja i nawiązanie do polskiej filmografii dziecięcej mogą się ludziom podobać.

Dla mnie najciekawsze są tutaj piosenki z gośćmi, głównie te z mężczyznami. Najpierw „Jupiter” z Markiem Dyjakiem – fajne jest to nawiązanie do Franka Kimono, czyli Piotra Fronczewskiego. Później „Pozytywka”, a w niej Wiraszko, który dodał piosence nieco pikanterii. Potem jeszcze „Mówi się trudno” z Biszem. Obawiam się, że bez tych trzech utworów moglibyśmy mówić jedynie o kolejnym popowym, raczej przeciętnym krążku.

To już szósty album artystki, więc jak na 10 lat od debiutu to dorobek całkiem niezły. Dziś Sarsa jest wizytówką programu The Voice od Poland, od którego się wszystko zaczęło. Co prawda artystka wypisała się z tej rywalizacji w trakcie, ale widać, że dobrze zrobiła – paradoksalnie to ona i Natalia Nykiel, mimo że programu nie wygrały, odniosły największy sukces. A żeby było śmieszniej, to o większości uczestników, którym jurorzy wróżyli wielką karierę, słuch zaginął. Nawet o tych „wielkich” wygranych.

7/10  
Zostaw komentarz