Skip to content
30 lis / Wojtek

Seal – „Standards”[RECENZJA]

Wydając swój poprzedni album Seal zakończył współpracę z Warner Bros. Records oświadczając, że nie zamierza już związywać się z dużą wytwórnią płytową. Tymczasem 2 lata później Universal Music zapowiedziała wydanie nowego albumu Seala. Płyta „Standards” jest więc dużym zaskoczeniem. Sam artysta mówi o nim:

„To album, który zawsze chciałem nagrać. Dorastałem słuchając muzyki ery Rat Pack, nagrywając więc te ponadczasowe melodie spełniłem swoje wieloletnie marzenie. To był wielki zaszczyt współpracować z tymi samymi muzykami, którzy grali z Frankiem Sinatrą i wieloma innymi znakomitymi artystami, w tym samym studiu, w którym rodziła się magia. To były jedne z najwspanialszych dni w mojej muzycznej karierze.”

Płyta zawiera najwspanialsze piosenki amerykańskie XX wieku – jeden standard goni następny. Tak na prawdę, to można się wręcz zdziwić, że artysta zdecydował się na tak oczywisty wybór – mamy tutaj same perełki: „Lack Be a Lady”, „Autumn Leaves”, „They Can’t Take Away from Me”, „Love for Sale”, „My Funny Valentine”, „Smile”, „It Was a Very Good Year”. Wszystkie piosenki wykonane są bardzo starannie, a rola Seala może zdziwić, bo artysta śpiewa zaskakująco dobrze. Co prawda artysta zawsze prezentował przyzwoity poziom wokalny, jednak odnaleźć się w repertuarze, który znamy z setek świetnych wykonań, to już zupełnie inna historia. Seal radzi sobie nadspodziwanie dobrze, jednak niczym szczególnym się nie wyróżnia. Zaufundowana mu bogata oprawa instrumentalna podreśla wyjątkowość albumu i jego luksusowy charakter. W natłoku tych świetnych piosenek śpiewanych jednak raczej zachowawczo najbardzie podoba mi się interpretacja „Love for Sale” – tutaj Seal wspiął się na wyżyny wokalnego kunsztu.

Wersja deluxe zawiera dodatkowo 3 utwory, w tym dwa związane ze Świętami Bożego Narodzenia. „Let it Snow, Let it Snow, Let it Snow” i „Chrmistmas Song” należą do amerykańskiej klasyki, więc umieszczenie ich na tej płycie nie zaskakuje. A przy okazji odkryto właściwy powód nagrania albumu, bo chyba nie ma lepszego momentu na posłuchanie wielkich amerykańskich standardów, jak właśnie okres świąteczny. Oczywiście myślę tu głównie o rynku amerykańskim, na którym nie ma tradycji słuchania tradycyjnych kolęd. Wydaje się więc, że ta duża wytwórnia doskonale wiedziała co robi.

Ta płyta na pewno okaże się sukcesem wydawniczym, ale raczej nie będzie kamieniem milowym w karierze artysty. Czyżby Seal chciał na chwilę odpocząć od repertuaru oryginalnego? Ciekawe jaki będzie jego następny album? Poczekamy, zobaczymy:-)

8/10

Zostaw komentarz