Skip to content
3 sie / Wojtek

Sevens – „Sincerely” [RECENZJA]

I znowu, całkiem przypadkowo poznałem ciekawego artystę. Jeszcze większym zaskoczeniem jest fakt, że Sevens to Belg, który swoją przygodę z profesjonalną muzyką zaczął 4 lata wcześniej, wygrywając konkurs „Soundtrack” dla początkujących artystów. Zaraz potem była EP-ka, ale dopiero teraz słyszymy „pełnoprawny” album. I można powiedzieć, że warto było czekać, bo Sevens, dziś już 24-latek, to teraz artysta dojrzały i świadomy tego, co chce robić.

Znajomość z tym artystą zaczęła się od przypadkowo usłyszanego utworu. Teraz nie pamiętam, który to był, ale słuchając całego albumu zakładam, że mógł być to każdy z dziewięciu umieszczonych na tym krążku. Już pierwszy, „Pride”, zwraca uwagę nie tak oczywistą konstrukcją i dobrym warsztatem. Potem jest cały czas podobnie, bo weźmy następny, czyli „Bloom”. Tutaj ciekawy aranż, ale też swoboda wykonawcza wokalisty, jego płynne przechodzenie z falsetów na głos naturalny świadczą o dużych możliwościach i wyobraźni. Podobnie, ale chyba jeszcze ciekawiej, bardziej zmysłowo jest w „My Love”. I taka jest każda piosenka, trochę melodyjna, trochę nieoczywista, konstrukcyjnie ciekawa, najczęściej zagrana oszczędnie, ale nowocześnie. Szczególnie podoba mi się „Passerby”, spokojna, refleksyjna ballada, widać, że w takich klimatach artysta czuje się najlepiej. I nagle, w ostatnim utworze „It Could Be Simple” wszystko się zmienia. Co prawda nadal jest nastrojowo i spokojnie, ale niespodziewanie artysta pokazuje, że dysponuje pięknym, wdzięcznym barytonem. Jakby śpiewał ktoś inny.

Przełomem dla kariery artysty jest ten rok – najpierw podpisanie kontraktu z niszową wytwórnią belgijską Unday Record, a za chwilę wydanie debiutanckiego krążka. Nie zdziwię się, jeśli niedługo o tego artystę będą zabiegać inne, bardziej prestiżowe wytwórnie.

10/10    
Zostaw komentarz