Skip to content
16 sierpień / Wojtek

Snarky Puppy – „Family Dinner vol.1” [RECENZJA]

Zespół Snarky Pappy od pewnego czasu zawładnął moim sercem. Po kolei słucham wszystkich jego płyt, nadrabiając stracony czas. Słuchając albumów w kolejności przypadkowej dotykam fonemenu kapeli w kolejności niechronologicznej. To jednak nie ma żadnego znaczenia – każdy album jest znakomity. Na czoło tych znakomitości wybija się w tym momencie płyta z 2014 roku „Family Dinner vol., 1”.

Snarky Puppy, świetny zespół instrumentalny pozwolił sobie na eksperyment, nagrywając album z samymi piosenkami. Każdy utwór jest tutaj zaśpiewany przez innego wokalistę. Największym rarytasem jest świetna współpraca śpiewających z zespołem, który znakomite wykonania wokalistów jeszcze bardziej podkręca znakomitymi aranżacjami. Co ciekawe, ci wokaliści, znakomici i charyzmatyczni, swoją największą popularność zdobyli dzięki temu właśnie albumowi. Byłem wręcz zaskoczony, że większości tych artystów wcześniej nie znałem, bo ich poziom wykonawstwa jest tak znakomity, że trudno uwierzyć, że dotychczas byli wokalistami dalszego rzędu. O niektórych z nich nawet milczy wikipedia! Przykład? Bardzo proszę, świetna Marika Tirolien.

Tak na dobrą sprawę, to trudno tu wyróżniać którekolwiek wykonanie, wszystkie są świetne. Z jednym wyjątkiem niestety. Jedyny tutaj śpiewający pan nie zbliżył się do poziomu swoich koleżanek, i nawet zespół potraktował ten utwór po macoszemu. Ta piosenka również stylistycznie zdecydowanie nie mieści się w konwencji wspaniałej uczty, a taką jest ten album. Początkowo lekkie zdziwienie może także budzić znalezienie się w tym zestawie piosenki francuskojęzycznej. Okazuje się jednak, że mimo swojego pochodzenia z trochę innej estetyki muzycznej, świetne wykonanie Magdy Giannikou, wsparte doskonałą”asystą” zespołu, tworzy zaskakujący, lekki i smaczny deser.

Ta płyta zasłynęła pierwszą dla Snarky Puppy nagrodą Grammy. Paradoksalnie zespół instrumentalny otrzymuje tę cenną statuetkę za piosenkę. A piosenka jest nie byle jaka, a raczej jej wykonanie, bo Lalah Hathaway zaśpiewała porywająco. No, ale jeśli jest się córką znakomitego wokalisty Donny’ego Hathawey’a to chyba nie wypada inaczej śpiewać.

Takich wykonań jest tu jednak więcej. Właściwie każda piosenka może stanowić wzór dla wielu muzyków jak należy grać i śpiewać, jak można bawić się muzyką. Tak jak robi to np. Shayna Steele. Ta wokalistka, głównie znana z występów w musicalach na Brodway’u i chórkach u wielkich gwiazd, jest kolejną wielką artystką drugiego planu – takim artystkom poświęcony jest bardzo ciekawy i mądry film dokumentalny „O krok od sławy”.

Po 2 latach pojawia się „Family Dinner vol.2”. Porównując oba albumy widać wyraźną różnicę. Pierwsza płyta jest bardzo spójna stylistycznie, jak by ten  obiad odbył się w towarzystwie najbliższej rodziny, zaś ten drugi, z dosyć mocnym rozrzutem stylistyki i sposobami ekspresji zaproszonych wokalistów, jest wspólną ucztą z dawno nie widzianą, odległą rodziną, spotykającą się po latach. Po sukcesie tych dwóch albumów wydaje się wysoce prawdopodobne, że zespół zorganizuje trzeci obiad rodzinny. Ciekawe jaką tym razem zaprosi rodzinę do stołu?

Moja ocena: 10/10

Zostaw komentarz

*

code