Snarky Puppy – „Bring Us the Bright” [RECENZJA]
Do tego zespołu często wracam. Po pierwsze dla równowagi po słuchaniu najnowszych albumów innych artystów. Zwłaszcza po spotkaniami z niektórymi polskimi wydawnictwami trzeba zrobić sobie muzyczny detox. Snarky Puppy jest tu więc najlepszy – na mnie muzyka instrumentalna działa kojąco, nawet jeśli nie jest jakoś szczególnie nostalgiczna. Po drugie – spotkanie z albumami Snarky Puppy to wielka frajda, bo to zespół mający tyle wyobraźni, że mógłby obdzielić nią wielu wykonawców. Zresztą tak też się dzieje – kapela zdobyła kilka nagród Grammy, ale tylko jedną za nagrania „solowe”, wszystkie pozostałe statuetki są wynikiem współpracy z innymi artystami. Jeśli spojrzeć na samodzielne albumy zespołu, to paradoksalnie wyróżniony został ten najsłabszy, ostatni. Tymczasem czwarta płyta „Bring Us the Bright” jest znakomita.
www.youtube.com/watch?v=YNjUWKh1NIE
Już pierwszy, tytułowy utwór, pokazuje, że zespół wiedział co chciał zagrać. Tutaj muzyczna wirtuozeria przeplata się ze świetnym nastrojem, a dodanie skromnych, jakby od niechcenia partii wokalnych dodaje utworowi blasku. Aż chce się słuchać tej płyty. A dalej jest równie znakomicie. Przeważają klimaty radosne, zawsze oparte na solidnej muzyce i przemyślanej koncepcji wykonawczej każdego utworu. Bardzo dobre wrażenie robi „Celebrity” – wyważony i konsekwentny. Świetnie też brzmi „34 Klezma”, zgodnie z tytułem sprytnie zahaczający o klimaty klezmerskie. Album kończy się rasowym „Ass Soon Well Be One”.
www.youtube.com/watch?v=Q6DTK5O_fpk
Ogólnie album godny wielokrotnego słuchania. Już go wpisałem na listę moich ulubionych, na pewno będę więc do niego wracał:-) 9/10








