Skip to content
2 paź / Wojtek

Steve Lacy – „Oh Yeah?” [RECENZJA]

Nowoczesny, profesjonalny i nieprzewidywalny. I może nie tak bardzo znany, jak sugerowałaby długa lista jego zaszczytów. Tak, muzyki tego artysty nie słucha przeciętny radiowy meloman. Ale właśnie chyba o nim pierwszy raz pomyślał Steve Lacy, bo jego najnowszy album jest nie tak „odjechany” jak poprzednie.

Pisząc o jego poprzednich albumach zastanawiałem się, w którą stronę artysta pójdzie, bo trudno było przewidzieć, jaki obierze kierunek – eksperymentowanie, czy budowanie własnej tożsamości? Poprzedni krążek pokazał konsekwencję, to także zostało docenione przyznaniem statuetki Gramy. Teraz jest chyba jeszcze bardziej „zjadliwie”, bo takie piosenki, jak: „the feeling”, „show you me”, albo utwór tytułowy to nawiązanie do dobrze znanych stylistyk, ale ciągle trzymając poziom nowoczesności. A największe zaskoczenie to moja ulubiona piosenka „nothing” –  niepozorna, zaśpiewana tylko z gitarą ballada.

Widać też, że Steve Lacy liczy się w środowisku – zapraszani goście to najlepsze potwierdzenie. Tym razem trzy znakomite panie: Erykah Badu, SZA i Cecile Believe.

Dotychczas wszystkie albumy artysty były nominowane do Grammy, nawet ten pierwszy, jeszcze nieoficjalny, bo funkcjonujący tylko w internecie. Niedługo dowiemy się, czy album „Oh Yeah?” otrzyma kolejną nominację do Grammy. Brak nazwiska tego artysty będzie dla mnie niespodzianką, jednak z drugiej strony, czy tylko o to chodzi?

10/10  
Zostaw komentarz