Skip to content
10 gru / admin

Sting – „The Bridge” [RECENZJA]

Kolejny album wielkiego artysty powstający w trudnych czasach. Niedawno pisałem o pandemicznych albumach Eltona Johna i Carlosa Santany. Zachwycałem się też, jak nieszczęście światowego lockdownu zamienili w duet i znakomity album Bruno Mars i Anderson .Paak. Dzisiaj czas na kolejną kulową postać – Sting nagrał „The Bridge”.

Prezentowana przed premierą krążka tytułowa piosenka, a potem cały album rozwiewają wątpliwości – Sting jest w dobrej formie, chociaż nic nowego nie powiedział. To wszystko już słyszeliśmy, a np. „For Her Love” to już taka kopia, że można się zastanawiać, czy na tym albumie znalazły się same odpady, utwory, które nie zmieściły się na poprzednich krążkach. Jakbyśmy słuchali Stinga sprzed wielu lat, nawet tego jeszcze z czasów The Police.

Ale…..co by tu dużo nie gadać, to nawet takie nieco wtórne piosenki nadal cieszą. Tradycyjni miłośnicy artysty i tak będą zachwyceni, bo dostali nowy materiał, ale jakiś taki znajomy. A wielu muzyków może pozazdrościć kompozycji, bo nawet jeśli są podobne do czegoś co już było, to są podobne do Stinga. Weźmy np. „If It’s Love, albo „(„Sitting on) The Dock of the Bay” – czy takich piosenek można się wstydzić?

8/10

Zostaw komentarz

*

code