Skip to content
18 maj / Wojtek

„Strawberry Fields Forever”

Utwór jest uważany za jeden z najlepszych w dyskografii The Beatles i zaliczany  do sztandarowych dzieł rocka psychodelicznego. Choć często autorstwo przypisywane jest zarówno Lennonowi  jak i McCartneyowi,  to utwór Strawberry Fields Forever został w całości napisany przez  Johna Lennona, a zainspirowany  był liverpoolskim  sierocińcem. Muzyk dorastał w jego pobliżu i często bawił się na zadrzewionym terenie wokół budynku, uczestniczył też w organizowanych corocznie przyjęciach na wolnym powietrzu. Podobno słuchając występujących  na nich zespołów, postanowił zostać muzykiem. Strawberry Field (ang. Truskawkowe Pole) to właśnie nazwa tego sierocińca, założonego i prowadzonego od 1936 roku przez Armię Zbawienia. Miejsce przestało pełnić funkcję domu dziecka w styczniu 2005 roku. Teraz znajduje się tam kościół i centrum modlitwy.

Początkowo piosenka była planowana na płytę Sgt. Peppers Lonely Hearts Club Band, jednak ostatecznie znalazła się na podwójnym (razem z Penny Lane) singlu, wydanym w 1967 roku. Utwór zapisał się w historii jako bardzo nowatorski pod względem aranżacyjnym i wykonawczym – w nagraniu wzięło udział wiele rzadkich instrumentów, jak indyjska cytra czy mellotron (nowinka techniczna z 1963 roku). To ciekawe instrumentarium uzupełniają jeszcze sekcja dęta i smyczkowa, a także bardzo rozbudowane instrumentarium perkusyjne.

Piosenka od samego powstania cieszyła się niesamowitą popularnością wśród artystów chcących nagrać ją po swojemu. I gdyby to „po swojemu” było tutaj rzeczywiste, to pewnie doczekalibyśmy się wielu ciekawych wersji. Niestety większość wykonawców wykorzystuje bardzo charakterystyczne dla tej piosenki pomysły aranżacyjne, w tym wierne zacytowanie wstępu. Takie podejście, z punktu widzenia twórczego opracowywania obcego repertuaru, jest trudne do zaakceptowania, więc te nagrania nie mogą wygrać konfrontacji z wersjami, w których wniesiono coś swojego.

W tym nurcie są jednak chlubne wyjątki. Jednym z nich jest wykorzystanie piosenki w  filmie Across The Universe. Tutaj wykorzystano 30 piosenek Beatlesów i stanowią one bardziej oprawę do tego, co się dzieje na ekranie, niż efekt stricte muzyczny. Ten film zresztą z samego faktu oparcia się na piosenkach jednego zespołu jest interesujący, może głównie dlatego, że wbrew pozorom nie pretenduje do gatunku musicalu.

 

Przy okazji wspomnianego filmu warto odnotować wyjątkowe zainteresowanie The Beatles wśród twórców filmowych, jako że powstały jeszcze dwa inne  obrazy całkowicie wykorzystujący piosenki zespołu. W filmie Sgt. Peppers Lonely Hearts Club Band piosenkę śpiewa Sandy Farina. Niesamowitą, demoniczną wersję nagrał Peter Gabriel nagrał w filmie All This and World War II. Jednak tego nagrania trudno słuchać, wyjmując go z kontekstu całego filmu.

Czas na nagrania artystyczne, bo te mimo niezwykłej popularności utworu, pojawiają się niezbyt często. Przyjrzyjmy się najpierw tekstowi.

Let me take you down,
‘Cause I’m going to Strawberry Fields.
Nothing is real
And nothing to get hung about.
Strawberry Fields forever.

Living is easy with eyes closed
Misunderstanding all you see.
It’s getting hard to be someone.
But it all works out,
It doesn’t matter much to me.

Let me take you down,
‘Cause I’m going to Strawberry Fields.
Nothing is real
And nothing to get hung about.
Strawberry Fields forever.

No one I think is in my tree,
I mean it must be high or low.
That is you can’t you know tune in.
But it’s all right.
That is I think it’s not too bad.

Let me take you down,
‘Cause I’m going to Strawberry Fields.
Nothing is real
And nothing to get hung about.
Strawberry Fields forever.

Always, no sometimes, I think it’s me,
But you know I know and it’s a dream.
I think I know I mean a ‘Yes’.
But it’s all wrong.
That is I think I disagree.

Let me take you down,
‘Cause I’m going to Strawberry Fields.
Nothing is real
And nothing to get hung about.
Strawberry Fields forever.
Strawberry Fields forever.

Tu nie ma nic, co wskazywałoby na „psychodeliczność”, czy jakąś ukrytą magię. Tekst nawiązuje raczej bezpośrednio do wspomnień z dzieciństwa. W takim klimacie też jest wykonanie Cassandry Wilson – ładna, klimatyczna ballada. Całość zaśpiewana jest na jednym poziomie emocji, a dramaturgię piosnki prowadzi akompaniament. Tutaj muzyka potraktowana jest oszczędnie, ale nie minimalistycznie. Sporo się dzieje w aranżacji utworu, ale warstwa instrumentalna w żadnym momencie nie przysłania tego co najważniejsze, czyli ogólnego klimatu i przesłania.

 Wersja Karen Souza jest jeszcze bardziej muzyczna. Przy bardzo tradycyjnym potraktowaniu ścieżki wokalnej, zachwyca koncepcja zmiany pulsacji i potraktowania piosenki jak utwór, przy którym chętnie się tańczy. Tutaj po raz kolejny przekonujemy się, że nie ma podziału na wokalistów jazzowych, popowych czy np. country. Karen Souza, określana przez media jako wokalistka jazzowa, pokazuje, że prawdziwy artysta, nawet jeśli zdradza swoją ulubioną stylistykę dla innych gatunków, to potrafi zaśpiewać rzetelnie i interesująco. W tym nagraniu nie słyszymy tzw. wokalistki jazzowej, a ciekawe artystyczne wykonanie znanej piosenki.

Na tle dwóch zaprezentowanych nagrań pań interesująco brzmi wersja Noela Harrisona. Tu słyszymy niezwykle oszczędną interpretację z ciekawym, zróżnicowanym akompaniamentem gitarowym. To nagarnie z gatunku wykonań kameralnych, niemalże „ogniskowych”. W tej ascezie tkwi właśnie urok interpretacji, zwłaszcza na tle setek prób doścignięcia oryginału, czego tutaj nie ma. Sam muzyk nie jest tak bardzo znany szerszej publiczności, a jego nazwisko pojawia się także w innych okolicznościach – Harrison był dwukrotnym reprezentantem Wielkiej Brytanii w slalomie gigancie na Igrzyskach Olimpijskich.

Na przeciwnym biegunie można umieścić wersję zespołu Los Fabulosos Cadillacs, bo to nagranie jest lekko nonszalanckie, ale też kilkuwarstwowe. Dla tych, którzy w Strawberry Fields Foever widzą jedynie symbolikę kulturową, to nagranie może być wręcz niepoważne. Do mnie ta wersja przemawia, mimo że, a może właśnie dlatego, że mocno ucieka od stereotypu.

Przy okazji nagrywania nowych wersji światowych hitów z uwagą przyglądam się próbom polskim. Najczęściej nasi wykonawcy nie wnoszą nic interesującego. Z dużą więc radością słucham Ani Dąbrowskiej. To nagranie głównie odbieram jako hołd złożony autorowi, albo podzielenie się ze słuchaczami swoimi fascynacjami, bo muzycznie nie jest to dzieło wybitne. Jednak, co warto podkreślić, ta wersja nie kopiuje oryginału .

 Zakończymy wersją dziwną, ale przede wszystkim nowoczesną. Tutaj nawet nie przeszkadza mi, że warstwa wokalna nie jest wybitna. W tej wersji, koncepcyjnie bliższej temu, co liczy się w remixach, postawiono na współczesne brzmienie, bo tylko takie opracowanie znanych piosenek ma sens. Jestem przekonany, że tego typu nagrania robią więcej dobrego niż złego, głównie dzięki docieraniu do nowych kręgów odbiorców, zwłaszcza tych słuchaczy, którzy raczej nie zetknęliby się bezpośrednio z oryginałem.

Dziś Strawberry Fields Forever to, oprócz stałego miejsca w historii muzyki, także bardzo ważny symbol popkultury. W nowojorskim central Parku postawiono rodzaj pomnika ku czci Johna Lennona. To miejsce kultu wielkiego artysty otrzymało zaskakującą nazwę ………… Strawberry Fields Forever.

 

Zostaw komentarz

*

code