Skip to content
28 sty / admin

Szczyl mówi: sprawdzam – „Polska Floryda” [RECENZJA]

“Dbam o siebie sam, gdy nie wierzę w siebie sam
Szczyle mają w łapach, mają w łapach cały świat”

Nazwanie kogoś szczylem komplementem raczej nie jest, ale powiedzenie tak o sobie to pokazanie dużego dystansu. I to słychać w wielu utworach, np. w “Fenomenalnym”. Bo jeśli ma się 21 lat i debiutuje w dyscyplinie bardzo w Polsce konkurencyjnej, to trzeba się czymś wyróżnić. Tak jak Szczyl, bardzo zdolny młodzieniec przyciągający swoją bezpośredniością, prostotą przekazu i niebanalnym, bardzo interesującym głosem. Do tego znakomici współpracownicy i wydanie albumu przez Sony – taki debiut musiał zrobić wrażenie.

Już na początku słychamy rasowego hip-hopu, bo “Hipokryta” z podkładem Magiery to pokaz siły. A przecież Magiera jest tak zajętym artystą, że na pewno nie robi muzyki każdemu, podobnie jak w “Bang” Kubi Producent. Większość materiału została wyprodukowana przez kolektyw “nolirycs” – dzięki żywym instrumentom jest świeżo i atrakcyjnie, sporo nawiązań do porządnej szkoły amerykańskiej sprzed lat, ale mamy też skojarzenia z początkami gatunku w Polsce.  Szkoda jedynie, że Szczyl zamiast standartowego rapu lubi uciekać do melodii, bo te oparte na 2-3 dźwiękach są jednak zbyt banalne. Chociaż w “Cieniu”, dzięki udziałowi Piotra Roguckiego, jest nieźle.

„Czasem życie się uśmiechnie, mamy siebie, a nie sześć zer
Życie się uśmiechnie, jeśli znajdziesz swoje miejsce”

Szczyl pokazuje nam swoje ogólne zorientowanie, ale wyróżnia się powściągliwością. Bo tutaj nie ma narzekania, epatowania klimatami blokerskimi, ani przechwalania się. Jest naturalnie i szczerze. Do tego ciekawe zabawy słowne, albo nawiązywanie do klimatów, których Szczyl nie miał szansy zaznać osobiście, jak motyw Franka Kimono w “Anastazji”.  Liczni goście to kolejne potwierdzenie klasy, bo zaproszenie Roguckiego, Pezeta i Tymka to przyjęcie do ekstraklasy.

W „Dinozaurach”, atrakcyjnym muzycznie utworze, może nawet nieco niebezpiecznie radiowym, ciekawie jest tekstowo, ale tak jest w większości utworów. Można jednak odnieść wrażenie, że Szczylowi bardzo zależy, żeby nie doszło do przerostu formy nad treścią, stąd to częste zbliżanie się do klimatów komercyjnych.  W „Krzyku” tworzy jednak utwór, w którym piękny głos Agatki Mierzwy jest kontrapunktem do tytułu utworu i tego, o czym Szczyl nam opowiada.

„Nie lubią nas, bo się nie boimy żyć tak jak umrzeć
Teraz, nie na później, po co komu później”

Na ten album trafiłem niedawno, przeglądając podsumowania roku. Kiedy odkryłem, że wielu recenzentów umieściło go w czołówce ubiegłego roku, musiałem szybko sprawdzić. I nie  żałuję, bo mam przeczucie, że to może być nowe, ważne nazwisko w polskim hip-hopie.

7/10

 

Zostaw komentarz

*

code