Taco Hamingway – „Latarnie wszędzie dawno zgasły” [RECENZJA]
Taco Hemingway, jako artysta, jest Warszawą. Nawet kiedy w niej okresowo nie mieszka, bo jak to mówią: można się wyprowadzić ze wsi, ale wieś w tobie pozostanie. Co prawda artysta umiał też poruszać się w innych obszarach, ale zawsze wracał do swojego miasta, bo choćby: „Trójkąt warszawski”, „Pocztówka z WWA”, czy połączenie albumów „Jarmark” i „Europa”. Teraz mamy kumulację.
Taco jest mistrzem w opowiadaniu historii, najlepiej się czuje tworząc coś w rodzaju podcastów, bo chyba tak najlepiej można nazwać to, co robi. Teraz jako motyw przewodni wybrał warszawską opowieść miłosną z jakąś Rudą, a w tej roli całkiem dobrze partneruje mu Livka. Punktem kulminacyjnym tej love story jest „Zakochałem się pod apteką”, hit albumu. Już od początku swojej kariery Taco Hemingway pokazywał, że przeboje to nie zawsze utwory śpiewane, bo jeśli ułoży się wszystko w ciekawą formę, napisze chwytliwe linijki i dobrze je zrytmizuje do niezłej muzyki, to może być naprawdę atrakcyjnie.
Muzycznie jest różnie. Nawet można odnieść wrażenie, że bity są tu mało ważnym tłem, ale kiedy wsłuchamy się uważnie, to odkrywamy, że tak nie jest. Najwyraźniej słychać to porównując pracę różnych artystów, bo tu Taco zaprosił kilku producentów. Najciekawsze są utwory stworzone z Rumakiem, stałym od samego początku artystycznym partnerem –pierwsze albumy Taco nagrywał tylko z nim, potem zaczął się rozglądać. Ale nawet tu słychać, że wspólny przelot z Rumakiem, to coś więcej niż zasiedzenie. Potwierdzenie? Proszę bardzo: „Trzykropki”, wspomniany „Zakochałem się pod apteką” i tytułowe „Latarnie”. Właśnie w tych utworach imponuje sposób narracji artysty, który świetnie, często na zasadzie kontrapunktu, wpisuje się w niełatwą i nie tak oczywistą muzykę. Gorzej jest z pozostałymi autorami ścieżki dźwiękowej, zwłaszcza nie podoba mi się to, co zrobił @tutowy. „Plac Trzech Krzyży” razi mnie muzycznym banałem, na szczęście w „Tramwajach” artysta nieco się zrehabilitował, głównie za sprawą cytatu piosenki Andrzeja Zauchy. Ale później, w „Ratunku!”, używając tautologicznego cytatu z piosenki Starszych Panów, powraca do swojego matecznika.
Wrażenie robi zamykający album „Ostatni?”. Tu znowu potwierdza się klasa duetu Taco/Rumak, duetu na naszej scenie ważnego. No właśnie. Taco Hemingwaya uważa się za rapera, ale to raczej zupełnie inny, nowy gatunek, opowiadanie historii bez śpiewania, na tle nowoczesnej muzyki. Drugim wybitnym przedstawicielem tego gatunku jest Łona, ostatnio już samodzielnie szukający swojej artystycznej drogi. A reszta? Reszta panów uważających się za raperów, to zupełnie inna liga, a w większości raczej opłotki artyzmu.
8/10








