Skip to content
15 lipiec / admin

Tede wjeżdża „Kasablancą ” do kurortu. [RECENZJA]

Tak, to może być dla wyznawców rapu szok. Bo oto Tede, artysta mocno utożsamiany z gatunkiem, często wymieniany w czołówce polskiego hip-hopu, nagle daje nam repertuar komercyjny, taki, który dobrze może się sprawdzić na wakacyjnych koncertach plenerowych. Ale spokojnie, bo to tylko pozory, a właściwie niezły myk. Bo przecież tu chodzi bardziej o komentowanie obecnej sytuacji, głównie niebezpieczeństw związanych z pandemią. A wszystko ubrane w niefrasobliwą muzykę. Miłe zaskoczenie!

Sam artysta tak przedstawia „Kasablancę ”:

Ten album to 20 kawałków. Mimo tego, że każdy utwór nawiązuje do innej stylistyki wszystkiemu przyświeca jasny cel – utrzymanie materiału w klimacie prawdziwego mocnego hip-hopu. Od mocnego boom bapowego vibe’u w “Hajsman”, przez g-funkowe syntezatory w “Jaaacula”, aż po kompletnie drillowy “Kto z kim gra”.

Ciekawą robotę zrobił tutaj Sir Mich, muzyk współpracujący wcześniej z Tede, słychać między panami dobry przelot. Uwagę zwracają utwory dla gatunku raczej nietypowe, bardzo radiowe: „Ononono” z frazą o słynnych majteczkach w kropeczki, „Jaaacula”, świetny „Notoryczny skejt” i „Więcej”. Szkoda, że wśród tych i pozostałych wyrazistych kawałków znalazły się dwa nieco odstające: „Szlaufen” i „PLN III” ze śpiewającą panią o pierdolonych peelenach w kontrakcie.

Tego albumu słucha się z przyjemnością, jednak trzeba być przygotowanym na zaskakujące zakręty. A ja się takich nie boję:-)

8/10

Zostaw komentarz

*

code