Skip to content
16 maj / Wojtek

Teyana Taylor – „Escape Room” [RECENZJA]

To kolejna w tegorocznych nominacjach do Grammy artystka, która śpiewanie i nagrywanie muzyki traktuje jako jedno z zajęć. Teyana Taylor to głównie aktorka z bardzo bogatym dorobkiem i kilkoma nagrodami, w tym Złotym Globem. Uznana choreografka, współpracująca z takimi gwiazdami, jak choćby: Beyonce, Jay-Z i Pharell Williams. W tej gęstwinie zajęć wydanie 4 albumów z muzyką to raczej skromny dodatek.  Do takich „wielobranżowych” artystów mam stosunek letni, zwłaszcza jeśli mówimy o kategorii R&B, bo to stylistyka, która raczej nie stawia na nagrywanie wielkich hitów, ani duży rozgłos.

„Escape Room” to nowe podejście do R&B, które zazwyczaj, jeśli się łączyło z innymi stylistykami, to tymi, które  z tego gatunku ewoluowały, jak głównie rap i hip hop. Tutaj mamy do czynienia z czymś w rodzaju podcastu, wplataniu dużych fragmentów mówionych, bardzo dramatycznych. A  któż nie zrobiłby tego lepiej, jak aktorka właśnie? Doświadczenie dramatyczne idzie tutaj w parze z równie dobrym śpiewaniem, bo mając takie warunki głosowe można sobie pozwolić na wiele, jak w ciekawym muzycznie „Long Time”, albo „In Your Head”. Uwagę zwraca też delikatny, wykonany akustycznie „Always”, utwór w tym materiale wyjątkowy.

Artystka zaprosiła wielu gości, niektórych z nich chyba jedynie dla towarzystwa, bo wokalnie niewiele się dzieje. Mnie najbardziej przekonuje „Hard Part”, ale nic dziwnego, bo towarzyszący tutaj  Lucky Daye nie przyjmuje zaproszeń jeśli nie widzi potencjału, a tu znowu pokazał swoje olbrzymie możliwości. Dobrze też się słucha „Pum Pum Jump”, a w nim znakomitej Jill Scott.

Dla mnie ta płyta jest trochę za bardzo przegadana, a tymi częstymi fragmentami mówionymi (także po francusku ) pozycjonuje się jako materiał do uważnego słuchania, na pewno nie do zabawy. Na pewno warto ją poznać, ale chyba szybko o niej zapomnimy. Niestety.

8/10  
Zostaw komentarz