Skip to content
6 wrz / admin

The Voice czas zacząć

No to zaczynamy nowe igrzyska. Jeśli jeszcze ktoś nie wie, to warto sobie przypomnieć, że ten program, jak wszystkie zresztą talent show, jest produkcją telewizyjną mającą spełnić określone cele stacji. Na pewno nie ma w nich promocji uczestników, a jeśli ktoś dzięki programowi osiąga sukces, to głównie dzięki swojemu talentowi i konsekwencji. Oczywiście sam udział w masowo oglądanych programach to już niezła zaliczka, ale okazuje się, że nawet wygranie programu niczego nie gwarantuje. Jak dotąd największe sukcesy odniosły osoby, które poległy w trakcie, ale potem pokazały, że mają coś do powiedzenia. Są tu Rafał Brzozowski, Natalia Nykiel i Sarsa. Nikt z nich nie wpisuje się w moją estetykę, ale na pewno warto tych artystów odnotować, zwłaszcza panie – one obecnie rządzą na polskim rynku.

Wczorajszy odcinek, czyli 2 odcinki (dzięki temu można pokazać kilka reklam), był podobny do wszystkich poprzednich edycji – trzęsienia ziemi nie było. A myślałem, że będzie, bo zaczęło się bardzo dobrze. Już na początku wystąpił Artur Wołk-Lewanowicz. Nie do końca podoba mi się jego barwa głosu,  za to wrażliwość i muzykalność, to coś znacznie cenniejszego.  Brawo!

Po takim początku spodziewałm się dobrego programu. Niestety, dramaturgia siadła. Po kolei wychodzli wokaliści prezentujący poziom przyzwoity, ale nie porywający. Dopiero pojawienie się Briana Fentressa przywróciło nadzieję. Od pierwszych dźwięków słychać było, że wokalista jest z innej szerokości, bo to zupełnie inna jakość śpiewania. To świadczy o poziomie polskiego programu – w amerykańskich edycjach Voice’a tacy wokaliści nie robią już na nikim większego wrażenia. Dotychczas mieliśmy już w tym programie w Polsce kilku obcokrajowców, którzy radzili sobie różnie. Dobrze, że w tej edycji mamy Briana, bo to może podniesie nieco poprzeczkę innym wykonawcom.

Przy okazji tych odcinków zadałem sobie pytanie, dlaczego uczestnicy porywają się na dziwny repertuar? Bo albo słyszymy wielkie utwory, których początkujący wykonawcy nie powini w ogóle dotykać, albo śpiewa się polskie banalne piosenki. To na pewno świadczy o wrażliwości i guście muzycznym. Tak, wiem, że wykonywana piosenka to nie do końca jest wybór uczestnika, ale nie wyobrażam sobie, aby świadomy artysta dał sobie wcisnąć coś, co kompletnie nie mieści się w jego estetyce. Już na tym etapie uczestnicy pokazują, że są jedynie odtwórcami, że sami nie mają wiele do powiedzenia. Nie dziwiłem się, że nawet te nie do końca udane występy zyskały uznanie jurorów, bo przecież program rządzi się swoimi prawami i kogoś trzeba zaprosić do następnego etapu. Dla mnie jednak liczy się osobowość i wrażliwość wykonawcza. I tego będę się trzymał:-)

Zostaw komentarz

*

code