Skip to content
13 paź / Wojtek

The Voice of Poland – bitwa nr 1.

Po poprzednim etapie, czyli przesłuchaniach w ciemno pisałem, że to wyjątkowa słaba edycja. Ale…..tak piszę już od kilku lat, a później jakoś to się wszystko tak układało, że aż takiego dramatu nie było. Wczorajszy odcinek pokazał jednak, że tym razem nie będzie z kogo sklecić przyzwoitych odcinków na żywo. I znowu wraca do mnie myśl, że naszego kraju nie stać na tak częste edycje wokalnego talent show. Może raz na 2-3 lata, a dla pewności okres 5-letni byłby bezpiecznikiem przyzwoitego poziomu? Zobaczmy, że nawet w USA, gdzie program odbywa się 2 razy w roku, najnowsze edycje nie są już tak świetne jak kilka lat temu. Ale… ten "niski" poziom tam, to u nas raczej sytuacja nie do dogonienia.

Wczorajsze występy polegające na zaśpiewaniu duetów były słabe, a niektóre z nich wręcz żenujące. Najbardziej szkoda mi tych właśnie uczestników, bo to nie do końca ich wina, bo przecież ktoś ich przepuścił przez to kilkuetapowe sito i potwierdził, że są ok. A podobały mi się zaledwie 2 występy. Pierwszy to duet Bartosz Deryło i Jakub Deka, z dużo lepszym udziałem tego pierwszego. Co prawda można podejrzewać, że Jakubowi wyjątkowo przypasowała piosenka, a może właśnie chłopak jest tak dobry, że potrafi wcielić się w różne role? Pewnie niedługo się o tym przekonamy.

Ozdobą wieczoru miał być występ Iwony Kmiecik i Kacpra Fułka. Wyszło nie do końca idealnie, ale na tle pozostałych wykonawców tam się coś artystycznie działo. Wygrana Iwony jak najbardziej zasłużona, ale cieszę się, że Kacper także jest jeszcze w programie, bo to duży, nieoszlifowany talent. Dla takich właśnie ludzi jest ten program!

I to tyle o wczorajszym koncercie. Przed nami jeszcze jedna taka dawka. Mam nadzieję, że będzie dużo lepiej, bo programy na żywo, czyli etap, w którym spotkają się najlepsi, nie da szans wokaliście przeciętnemu. Tam wyjdzie wszystko: brak ciekawej osobowości, małe doświadczenie itd. A my tego będziemy musieli słuchać:-(

 

Zostaw komentarz