Skip to content
13 lis / Wojtek

Voice coraz bardziej wyraźny

Ten odcinek The Voice of Poland miał pokazać, kto może liczyć się w statecznej rywalizacji. I pokazał. Co prawda zaczęły się niespodzianki, bo nagle wybijają się wykonawcy, których wcześniej specjalnie nie zauważałem. Jednak ostatecznie do etapu półfinałowego przeszli ci, którzy na to zasługiwali. Można więc powiedzieć, że wielkich zaskoczeń nie było. Wyrównała się jedynie stawka, bo jeszcze 3 odcinki wstecz wyrokowałem, że liczyć się będą tylko 2 ekipy, teraz nie ma już zbyt dużej różnicy pomiędzy zespołami. 

W tym odcinku ponownie najbardziej podobała mi się Anna Karwan. I to właśnie ta wokalistka zaczyna wyrastać na główną faworytkę do wygrania programu.

 

Występ Anny Karwan, na tle pozostałych uczestników, uwidocznił wyraźną różnicę. Podczas gdy większość wokalistów wczoraj była interesująca, ale poprawna i przewidywalna, Ania bardzo mocno zasygnalizowała swoją kreację artystyczną. "Sex On Fire" to utwór jednorazowy, zbudowany na jednej emocji, a jego sukces to głównie warstwa instrumentalna, bo wokalnie wszystko co można tam zrobić, zostało już wykorzystane w oryginale. Ania wykonała świetną pracę koncepcyjną, pokazując że kobieta zupełnie inaczej odbiera treści wymyślone przez facetów. No właśnie –  największą zmorą uczestników tego typu programów jest osobowość. Najczęściej okazuje się, że umiejętność śpiewania kolejnych znanych piosenek, to nie kreacja artystyczna, a coś w rodzaju rywalizacji technicznej. Później, kiedy wypada pokazać się w premierowym repertuarze, okazuje się, że wokalista nie ma za dużo do powiedzenia. W przypadku Ani może się okazać, że jest inaczej. I tego jej oczywiście życzęsmiley

Te dobre występy Anny Karwan to prawdopodobnie efekt udanej współpracy z jej trenerką. Natalia Kukulska chyba najlepiej dopiera dla swoich podopiecznych piosenki, dlatego jej drugi przedstawiciel, Damian Rybicki, znowu mógł się pokazać w czymś interesującym. Jednak w przypadku Damiana widać jakiś zastój, bo mimo, że cały czas jest interesujący, to nie widać takiego progresu i różnorodności, jaki obserwujemy u Anny Karwan.

Również 2 ciekawe występy były w grupie Marii Sadowskiej, a jeszcze całkiem niedawno na jej podopiecznych kompletnie nie stawiałem. Już tydzień temu podobała mi się Kasia Góras, tym razem było chyba jeszcze lepiej. Dobrze także, że w programie został Mateusz Guzowski, którego występy może nie są tak spektakularne, a to całkiem ciekawy wokalista.

W drużynie panów z Afromental zaskoczenia nie było. Marcelinie Mróz ktoś chyba chciał zrobić krzywdę proponując efektowną, ale trudną i lekko już nieświeżą piosenkę. Dziewczyna dała sobie rade! No ale jakże mogło być inaczej, to przecież moja faworytka od pierwszego usłyszenia!

U Andrzeja Piasecznego także niespodzianek nie było. Najlepszy był Sami Harb, chociaż jego występy zaczynają już trochę nudzić, bo oprócz technicznej poprawności niewiele się tam dziej w warstwie interpretacyjnej. A tak na marginesie, to Sami jest bodaj jedynym uczestnikiem, który nie śpiewał jeszcze polskej piosenki. I nie interesuje mnie, że to obcokrajowiec. Każdy zainteresowany wie, że śpiewanie po polsku i angielsku to dwie różne bajki. Jeśli innych uczestników mieliśmy szansę poznać właśnie w tej trudniejszej materii, to dlaczego tylko jeden z nich ma być faworyzowany? Bo nie odkryję Ameryki stwierdzeniem, że nawet nie znając polskiego można wykonywać nasz rodzimy repertuar, co pokazało już kilku światowych artystów. A jeśli ktoś chce śpiewać tylko w swoim języku ojczystym, to niech startuje w The Voice of xxx. Cieszę się, że dalej przeszedł Mateusz Grędziński, który musiał wziąć udział w biegu z przeszkodami: koszmarna piosenka, nie działający mikrofon, choreografia zespołowa. No i co, można? Oczywiście, że można. Brawosmiley

I niby teraz wszystko jest jasne. Jak na dłoni widać 4 finalistów, ale……wszędzie tam, gdzie decydują głosy ludzi, zdarzyć się może wszystko. Mieszkańy USA niedawno się o tym przekonalisad

 

Zostaw komentarz

*

code