Skip to content
18 mar / Wojtek

Voice of gastronomia

Od pierwszych odcinków zastanawiałem się, co takiego dziwnego jest w tym programie, głównie w jego uczestnikach? No i w końcu wiem. Większość uczestników żyje z muzyki reprezentując granie do konsumpcji. I to właśnie słychać. Nawet sam repertuar w wielu przypadkach jest klasyką bankietową. Co prawda mamy tu do czynienia z graniem do kotleta na bardzo dobrym poziomie, co nie zmienia faktu, że to nie jest sztuka. Podobnie jak świetny mechanik samochodowy raczej nie zostanie konstruktorem samochodów, tylko dlatego, że świetnie zna budowę silnika, ani instrumentariuszka nie będzie chirurgiem tylko dlatego, że przez 20 lat podawała narzędzia.

W ostatnim odcinku (czyli w odcinkach) było wyjątkowo dużo młodych ludzi. I to odświeżyło nieco atmosferę. Nawet jeśli ci ludzie nie byli zachwycający, to zdecydowanie bardziej wolę takich nie do końca ukształtowanych młodych ludzi niż doświadczonych wokalistów, którzy nic nowego swoim śpiewaniem nie wniosą. Generalnie w całym odcinku IIIA było raczej drętwo, a podobał mi się jedynie Michał Jabłoński.

Michał pokazał, że śpiewanie to nie mizdrzenia się do publiczności albo epatowanie swoim fascynującym głosem. Ten facet pokazuje sens śpiewania coverów: po swojemu i z charakterem, ale ciągle z szacunkiem dla oryginału. Tutaj wyjątkowo zgadzam się z jurorami, że to było ciekawe męskie granie.

W odcinku IIIB było trochę gorzej, bo nie było nikogo kto mógłby mnie zdecydowanie zainteresować. Jednak chcę odnotować obecność w programie Jacka Maślanki. Jego wykonanie bardzo trudnej piosenki Andrzeja Zauchy było samodzielne i nie przeszarżowane. Może to nie ten poziom, do którego przyzwyczaił nas Zaucha, ale sam wybór tej piosenki i poradzenie sobie z nią jest wystarczającym atutem. To co urzekło mnie w Jacku, to jego kręgosłup. Chłopak pokazuje, że wie kim chce być i kto tu tu rządzi:-) Bo przecież wszędzie, a w SZOŁBIZNESIE zwłaszcza, sukces ma wielu ojców, a za porażkę odpowiada wyłącznie frontman. Podobało mi się, że Jacek, jako pierwszy w programie, nie zachowywał się jak prowincjonalny przestraszony artysta, który dostąpił zaszczytu współpracy z tzw. gwiazdą, a próbował przeprowadzić przyspieszony casting na swojego trenera:-) To był ruch godny Johna Fitzgeralda Kenedy’ego: „Ask not what your country can do for you, ask what you can do for your country”. Fajnie, ten chłopak ma szansę coś osiągnąć.

I to tyle na dzisiaj. Ciekawe jak skończy się konfrontacja „starych” wyżeraczy z nieopierzonymi adeptami na artystów. Obojętnie co powiedzą jurorzy i co z tym zrobi producent programu, to i tak ostatecznej weryfikacji dokona publiczność. I to niekoniecznie w tym programie. 🙄

 

Zostaw komentarz

*

code