Skip to content
14 paź / Wojtek

Bitwa czy duet?

W The Voice of Poland zaczął się najgłupszy etap, czyli bitwy.  Kto wygra bitwę, ten przechodzi dalej, czyli……wszystkie chwyty dozwolone. Tymczasem jurorzy zwracają uwagę na jakość występu pod kątem spójnego duetu.  I bądź tu mądry. No bo jak połączyć dbanie o dobry wspólny występ z tym, żebym to ja był lepszy od przeciwnika? Na szczęście możliwość „kradzieży” uczestników na tym etapie daje wykonawcom komfort występu. I to się niektórym z nich w ostatnim odcinku opłaciło.

Najbardziej się bałem o bitwy wokalistów z drużyny Marii Sadowskiej, bo u niej zagęszczenie wielkich talentów jest największe. I już na pierwszy ogień wystawiono dwoje świetnych wykonawców: Agnieszkę Czyż i Arka Kłusowskiego. Oboje podobali mi się w tym samym stopniu, zwłaszcza zaimponowali dojrzałością sceniczną. Porównywanie jednego wykonawcy z drugim jest w tym momencie lekkim nieporozumieniem, można jedynie mówić o poszczególnych elementach, ale to niewiele daje. Arek poszedł na wykon w stylu performance i zrobił to nieźle. Agnieszka była bliższa tradycyjnej formie, szkoda że tak dużo kombinowała z ozdobnikami, i że do połowy piosenki była pod dźwiękiem. Kto był lepszy? Oboje byli świetni, dobrze więc że nadal będą w programie:-). A ja…….wybrałbym Agnieszkę.

Drugi duet z drużyny Marii, czyli Asia Smajdor i Marzena Ugorna to najlepszy występ wieczoru. To było też największe zaskoczenie, bo myślałem, że Asia będzie błyszczała na tle konkurentki. Tak jednak nie było – Marzena była największą niespodzianką tego odcinka, bo potrafiła dorównać swojej partnerce klasą. Tu też zobaczyliśmy, że w tym programie nikt nie ma gwarancji na wygraną, bo wcześniej Asia wydawała mi się najlepszą wokalistką. Cieszę się więc, że obie dziewczyny będą dalej w programie, a z decyzją Marii, która mimo wszystko wybrała Asię,  zgadzam się.

Były jeszcze 2 dobre duety. Najpierw rządzili panowie – zestawiając dwóch niezłych wokalistów (Mateusz Ziółko i Ernest Staniaszek) postawiono na konkret i siłę. I tak też było. Tu też trudno było zdecydować się kogo wybrać. Dla mnie ciut lepszy był Ernest, chociaż nie wiem czy na dłuższą metę wytrzymam jego manierę emisyjną. Mateusz jest chyba bardziej równy, więc przy stresie związanym z krótkim czasem na opracowanie nowej piosenki może być kandydatem do finału.

Nie dano na m ochłonąć po świetnym duecie facetów, bo zaraz po nich weszły 2 świetne panie. Marta Maksimiuk i Maia Lasota pokazały, że nawet różniąc się barwą głosu i doświadczeniem życiowym  można interesująco zaśpiewać w duecie. I tu powtórzył się motyw przewodni odcinka: obie były świetne, obie przeszły dalej, a mnie ciut bardziej podobała się wokalistka wskazana przez jej opiekunkę, czyli Maia.

I tak na marginesie – zauważyłem to już w poprzedniej edycji, że duety damskie są lepsze. Dlaczego? Prawdopodobnie wynika to z tzw. specyfiki płci:-).  Damska ugodowość i i dążeniu do kompromisu tutaj wyjątkowo się przydają.  Tymczasem faceci lubią wyzwania i otwartą walkę. Niestety w sztuce na takie zabawy nie ma miejsca. Szkoda tylko, że to produkcja programu sama do walki namawia. Bo chodzi, żeby ludzie mieli dobry SZOŁ, a nie artystyczny program, bo jeśli ktoś chce obejrzeć produkcje ambitne  niech ogląda  TVP Kultura:-). No tak,  The Voice of Poland to typowe igrzyska…….tylko co tu jest chlebem?

Zostaw komentarz

*