VoP’25 – etap prawdy
Dotarliśmy do momentu, w którym poznamy całą prawdę, bo śpiewanie coverów, to jednak zupełnie coś innego niż pokazanie kim się jest, prezentując utwór premierowy. Niestety zawiodłem się nawet na Łukaszu Reksie, który do programu wchodził jako wykonawca z największym doświadczeniem w nagrywaniu swojego materiału. Może nie było aż tak źle, zwłaszcza na tle konkurentów, ale spodziewałem się czegoś ciekawszego.
Łukaszowi pomogła wczoraj druga piosenka, a tę, z repertuaru Steviego Wondera, wykonał bardzo dobrze. Zresztą wszyscy znacznie lepiej wypadli w coverach, bo piosenki premierowe najczęściej były nieciekawe, jakby jednorazowe. Na szczęście nie zawiedli moi faworyci. Podobał mi się Filip Mettler, bo jego piosenka nie była zwykłym odśpiewaniem, żeby tylko się nie pomylić, włożył w nią swoją osobowość i muzykalność. „Pech” Filipa to znalezienie się w najsilniejszej drużynie Margaret, a tu konkurowanie z Jaśkiem Piwowarczykiem, który bezdyskusyjnie wygrał. Ten pojedynek wisiał w powietrzu od początku programu, więc było prawie pewne, że musi do niego dojść. Niestety. A Jasiek swoimi dwoma wykonaniami pozamiatał. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś inny mógł wygrać ten program. Pamiętajmy jednak, że o tym będą decydowali widzowie, więc wszystko może się wydarzyć.








