Skip to content
1 gru / Wojtek

VoP’25 – finał. Nareszcie.

Można odetchnąć – zakończyła się kolejna edycja. Od początku było wiadomo, że nic wielkiego się nie wydarzy, ale pamiętajmy, że oglądamy program rozrywkowy, więc tu głównie chodzi o przyciągnięcie dużej widowni i reklamodawców. Wykreowanie nowej gwiazdy to „ryzyko” wpisane w scenariusz, ale nic się nie stanie, jeśli będzie inaczej. W tym sezonie od początku było wiadomo, że jeśli ktoś ma wygrać, to jeden z dwóch panów.

Już od połowy tej edycji czuło się, że zwycięzcą może być tylko Jasiek Piwowarczyk. Jego wykonania były oparte na dużej muzykalności, a warunki głosowe pozwalają mu na dużo. Szkoda, że Łukasz Reks, mój drugi faworyt nie wykorzystał potencjału programu, ale to jeszcze nie koniec świata – wiemy z poprzednich edycji, że nie trzeba wygrać tego programu, żeby stać się popularnym wykonawcą. Tego Łukaszowi życzę, bo to duży potencjał, głównie twórczy, więc teraz wszystko w jego rękach i talencie.

W programie gościnnie wystąpiła Ania Iwanek, zwyciężczyni poprzedniej edycji. Ostatnio nieco mniej widoczna, ale mam nadzieję, że jej czas dopiero nadejdzie, bo to bardzo zdolna wokalistka. No właśnie, sam talent nie wystarcza – do uniesienia odpowiedzialności natychmiastowej rozpoznawalności potrzebne są cierpliwość, determinacja i trochę szczęścia.  My, słuchacze, musimy cierpliwie poczekać.

Zostaw komentarz