VoP’25 – gra do jednej bramki?
Wczoraj zaczęło się od wysokiego „c”, bo występ Łukasza Reksa to nareszcie to, na co czekają takie programy. Artysta kompletny, z doświadczeniem i gotowym repertuarem, to kandydat na prawidłowe wykorzystanie programu. Nawet jeśli go nie wygra.
Kilka razy już pisałem, że tego typu programy są dla ludzi, którzy mają pomysł na wykorzystanie ewentualnego sukcesu. Tak było chociażby w przypadku grup Eney i Lemon – ich członkowie głośno mówili o konkretnym planie wejścia do głównego nurtu, a udział w talent show był jednym z jego elementów. Tymczasem do Voice of Poland coraz częściej zgłaszają się ludzie, którzy oprócz coverów, nierzadko wyłącznie w postaci karaoke, nic innego nie śpiewali.
Wczoraj było jeszcze dwoje interesujących wykonawców. Swoją świeżością uwagę zwróciła Natalia Stępnik. Jej wrażliwość i muzykalność może być kluczowa w tym programie, jest jednak poważny problem, o czym za chwilę.
Podobał mi się także Janek Słowiński, bardziej osobowość niż wybitny wokalista, ale oto właśnie chodzi, bo artystów mających coś do powiedzenia, a do tego z dystansem i pomysłem na siebie za dużo u nas nie ma. I tu ciekawostka, bo na Janku poznał się jedynie Kuba Badach. No właśnie, trójka wokalistów, która zwróciła wczoraj moją uwagę będzie w programie w tej samej drużynie, Badacha właśnie. I to na pewno nie jest przypadek. Gorzej jednak, że za sprawą regulaminu ci interesujący wokaliści będą rywalizować między sobą, podczas gdy w innych grupach spokojnie będą przechodzić do następnych etapów wykonawcy dużo mniej interesujący. Będzie śmiesznie:-(









