Skip to content
3 Maj / Wojtek

„We’ve Only Just Begun”

Ta piosenka, znana z wykonania duetu The Carpenters, to ulubiony utwór nowożeńców, często wybierany na rozpoczęcie wesela. Mimo tej “użytkowej” popularności piosenka znajduje się także na 414 miejscu listy piosenek wszechczasów magazynu Rolling Stone. Autorami “We’ve Only Just Begun” są Roger Nichols (muzyka) i Paul Williams (tekst), a jej pierwszym wykonawcą był Smokey Roberts, przyjaciel kompozytora, tutaj występujący jako Freddie Allen.

Piosenka powstała na potrzeby reklamy telewizyjnej z 1970 roku jednego z amerykańskich banków, a jej celem było dotarcie do młodych odbiorców, stąd oparto ją na ceremonii zawarcia małżeństwa. I pewnie ten pierwotny pomysł tak mocno zaważył na opinii piosenki jako tej “weselnej”. Wspomniana reklama była tak często pokazywana w telewizji, że zdobyła sporą popularność, a towarzyszący jej fragment piosenki niewątpliwie się do tego przyczynił. Pierwszym artystą, który odkrył walory artysyczne utworu był Richard Carpenter, który uzyskał zgodę na wykorzystanie jego pelnej wersji. I tak doszło do kultowego nagrania duetu Carpenters zaledwie kilka miesięcy po premierze piosenki. Utwór umieszczono na bardzo ważnej dla zespołu płycie “Close to You”. I ten album, sklasyfikowany przez wspomniany magazyn Rolling Stone na 175 miejscu albumów wszech czasów, ta piosenka właśnie otwiera.

Przyglądając się nowym nagraniom piosenki odkrywamy, że jest ich bardzo dużo. I może to żadne zaskoczenie, bo utwór aż prosi się o śpiewanie i granie, jest po prostu “wdzięcznym materiałem”. Jednak dużo większym zaskoczeniem jest ilość różnych stylistyk, w których ją wykonano. Dlatego, dla łatwiejszego ogarnięcia ogromu dobrych wykonań, podzielimy je na gatunki wykonawcze.

Soul

Curtis Mayfield, wybitny gitarzysta i wokalista, ikona muzyki soul, nagrał świetną wersję, trochę w stylu jazzowej ballady, trochę w swoim ulubionym gatunku. Takich nagrań słucha się z dużą przyjemnością.

Z kolei Lee McDonald,  cały czas zapatrzony  w największych wykonawców soulu swoich czasów, cały czas usiłujący zrobić karierę, pozostał w drugim rzędzie artystów lat 70. I to nagranie pokazuje, że brakowało mu jedynie szczęścia, albo innych pozamuzycznych czynników, bo sposób śpiewania i to, w jaki sposób artysta przekazuje emocje zasługuje na uwagę.

Reggae

Mitty McLean, brytyjski wokalista kojarzony ze stylistyką reggae, wykonał wersję w swoim właśnie gatunku. Jednak tutaj słyszymy coś więcej, pomieszanie gatunków i świetna, bogata, ale nie dominująca orkiestrowa aranżacja, powodują, że na tę wersję trzeba zwrócić uwagę.

Jazz

Amerykańska wokalistka Salena Jones pozwala nam wysłuchać wersji spokojnej i bardzo emocjonalnej. Na pewno może imponować powściągliwość i wykonanie w tempie ad libitum, ale też delkitny, nieco “jazzujący” akompaniamet. To wykonanie dziś zaliczylibyśmy chyba do smooth jazzu.

Dużo odważniej piosenkę potraktowała holenderska wokalista Trijntie Oosterhuis: żywsze tempo i nieco dowolne potraktowanie linii melodycznej. To nagranie nawiązuje do klasyki jazzu, do tradycji śpiewania z dużym zespołem instrumentalnym. Właśnie aranżacja i sposób, w jaki “dogaduje się” z nią wokalistka są najważniejszymi elementami tej wersji.

Blues

Amerykański artysta George Jackson poruszający się w obszarach soulu, bluesa i R&B, nagrał swoją wersję piosenki właśnie w połączeniu tych gatunków. Są specjaliści uznający, że tu najbliżej jest do bluesa, ale na tym chyba polega problem z klasyfikacją muzyki – pozostańmy więc przy określeniu, że to interesujące wykonanie.

Z kolei Bobby Womack, artysta rythmbluesowy wykonał wersję nieco dziwną. Można ją uznać za niezbyt przemyślaną, bo z jednej strony słyszymy trochę elementów opierających się o wokalny kicz, ale jednak przebija się osobowość Womacka. I dlatego warto tego posłuchać.

R&B

Amerykański wokalista Gerald Alston nagrał wersję nieco wariacyjną. Trudno zakwalifikować ją do konkretnej stylistyki, bo słychać też wyraźne inspiracje soulem, ale przecież R&B, do którego sam artysta się przyznawał, to następny etap w ewolucji muzyki.

Instrumentalnie

Amerykański wirtuoz gitary Grant Green w swoim wykonaniu stara się być wiernym oryginałowi, nawet pod kątem nastroju. Swoje zapędy improwizacyjne bardzo mocno powściąga – na tym właśnie polega klasa wielkich mistrzów, bo nie o to chodzi, aby pokazać cały arsenał środków, którymi się dysponuje, a używać ich zgodnie z intencją wykonawcy.

Wariacyjnie, czyli artystycznie

Po wysłuchaniu wielu ciekawych, często zaskakujących wersji w różnych stylistykach, możemy powiedzieć, że ta pozornie niewinna piosenka ma w sobie coś uniwersalnego, co pozwala na adaptowanie jej do innych światów. Ale najważniejsze jest chyba to, że przyciąga mnóstwo wykonawców, którzy nie wykorzystują popularności piosenki, ale urządzają jej całkiem wygodne życie w swojej ulubionej stylistyce. Dzięki temu wielu fanów tych wykonawców może obcować z tą piękną piosenką. Kończymy wykonaniem artystyczny, bo dawno już nieistniejąca grupa wokalna The Singers Unlimited jak zwykle dokonała takiego nagrania, że nie ma o czym dyskutować. To oczywiście, jak w przypadku wszystkich świetnych grup wokalnych, w dużej części wariacja, ale właśnie ten sposób wykonwczy jest charakterystyczny dla grup a cappella. A poziom, w jaki sposób to zrobiono, to już zupełnie inna, dla wielu niedościgła kwestiaJ

 

Zostaw komentarz

*

code