Wojciech Baranowski – „Waniliowy” [RECENZJA]
Wojciech Baranowski, artysta mający jakąś popularność. Na pewno pomogło mu uczestnictwo w popularnym talent show, bo pewnie bez tego do dziś byłby wokalistą dla wąskiego grona odbiorców. Czwarta płyta w ciągu 7 lat to wynik nienajgorszy, zwłaszcza kiedy nagrywa się materiał autorski. Ten album na pewno nie zainteresuje nowego słuchacza na dłużej, ale niektóre piosenki mogą odnieść sukces radiowy, a materiał na pewno przyda się na koncertach plenerowych.
To, co rzuca mi się od razu, to wtórność twórcza, jakbyśmy te wszystkie piosenki już gdzieś słyszeli. W dodatku podobieństwo do Dawida Podsiadło na pewno nie jest komplementem, ale chyba mimo wszystko lepiej wzorować się na takim artyście, niż piosenkarzach, którym coś się wydaje.
Zaletą albumu jest jego długość, 9 piosenek w 30 minut – jest zwięźle i nawet jeśli już się znudzimy, to za chwilę się kończy. Zresztą jest tu kilka piosenek, które przyciągają, jak „Najlepszy” i moja ulubiona „Na końcu przyjdzie spokój”. Jest jeszcze „Kaskader”, ale tutaj chyba jednak trochę przekombinowano. Co by jednak nie powiedzieć, warto tej płyty posłuchać.
7/10








