Skip to content
6 mar / Wojtek

X-Factor, czy faktor X?

II odcinek wielkiego show nic nowego nie przyniósł. A właściwie to przyniósł; wydarzenia poza artystyczne 🙄

W tym odcinku kontynuowano galerię śpiewających głów na poziomie „Karaoke w każdej gminie”.  W tym tłumie wyróżniły się zaledwie 4 osoby: Kaja Czulewicz, Agnieszka Czachor, Filip Mettler i Kasia Zielińska. Właściwie żadna z tych osób nie była jakoś szczególnie zachwycająca, ale to tylko dlatego, że formuła tego odcinka nie pozwala na pokazanie swoich możliwości. Każda z tych osób może jeszcze zachwycić, tak samo jak może rozczarować. No cóż….Pożyjemy, zobaczymy. Mnie najbardziej zainteresowała Kasia Zielińska, która wygrzebała utwór sprzed 50 lat, w dodatku mało znanego u nas Sam’a Cooke. Dziewczyna zaśpiewała to nowocześnie i przekonująco.

W tym odcinku najbardziej poruszyły mnie 2 wydarzenia. Jedno lepsze od drugiego.

Wydarzenie nr 1

Na scenie pojawia się dziewczyna z niedyspozycją tzw. aparatu, czyli po prostu przeziębiona. Sama wokalistka wyznała, że tę niedyspozycję ma już od tygodnia, miała więc trochę czasu na plan B, czyli przygotowanie piosenki na okoliczność problemów z głosem. Jest przecież sporo utworów tzw. łatwiejszych muzycznie, w których można „oszukać” słuchacza. Tymczasem ta pani przychodzi z utworem wymagającym sporych umiejętności, napisanym na głos z szeroką skalą. Oczywiście dziewczyna nie jest w stanie tego utworu wykonać. Na szczęście jury jest „ludzkie” i namawia ją do przyjścia za kilka dni. W tej banalnej historii kryje się jedna z ważniejszych prawd: scena wymaga inteligencji. Żaden dobry artysta nie zdefiniował swojego koncertu w 100%, bo trudno przewidzieć, co się zadzieje na scenie. Dlatego każdy kto występuje publicznie musi być przygotowany na elastyczność i nagłe zwroty akcji w zależności od tego, czego wymaga sytuacja, czyli reakcji publiczności, dyspozycja, albo dziesiątki innych zaskakujących czynników.

Wydawało mi się, że na tym poziomie edukacji (te programy jednak funkcjonują u nas ładnych parę lat) osoba zgłaszająca się do programu ma plan na swoją ewentualną karierę. A przynajmniej ma w repertuarze co najmniej kilkanaście przeróżnych utworów.

Wydarzenie nr 2

W X-Factor jest osobna kategoria zespołów wokalnych. I ta kategoria przyciąga wiele dziwolągów, które z prawdziwym śpiewaniem wielogłosowym nie mają wiele wspólnego. Nie od dziś wiadomo, że zespoły wokalne nie są polską specjalnością, dlatego ta kategoria nie ma dużej szansy na sukces. W tym docinku pojawił się chór, a raczej zespół wokalny – albo inaczej: liczebnie chór, wykonawczo marny zespół wokalny. Zastanawiam się po co na scenie jest sporo osób skoro śpiewają głównie 2-, a w porywach 3-głosowo. Ten zespół nie był nawet przeciętny, a to że jurorzy się nim zachwycili to już inna historia. Prawdopodobnie chodzi o konieczność zagospodarowania tej kategorii. A potem w programach na żywo wiadomo, że zespoły wokalne są tylko mięsem armatnim – najczęściej służą do zapełnienia wykonań dogrywkowych (występ dwóch wykonawców z najmniejszą ilością głosów od widzów) i przepychanek między jurorami (to jurorzy decydują, który z wykonawców dogrywkowych odpada z programu; decyzje jurorów często są podyktowane pozaartystycznymi decyzjami).

Zastanawia mnie jak jurorzy programu zdefiniowali ten tajemniczy faktor, którego szukają? Wydawało mi się, że factor X to coś takiego co powinien posiadać nieprzeciętny artysta. A może tu chodzi o filtr (po angielsku „factor”) występujący w kremie do opalania? Może w następnych odcinkach to zrozumiem?  😎

Zostaw komentarz

*

code