Skip to content
3 kw. / Wojtek

X-Factor – liczą się emocje?

Ten etap rywalizacji to najbardziej kuriozalny moment tego programu. Przyglądamy się bardzo skromnemu fragmentowi zabawy w śpiewanie. Tu nie chodzi o to, żeby było porządnie i artystycznie. Ma być różnorodnie, ciekawie i dynamicznie. Podejrzewam, że przeciętny widz bardzo się gorączkuje przy tym właśnie odcinku.

Zdanie pana Wojewódzkiego wypowiedziane na początku wprowadziło mnie w osłupienie: „tutaj laureatem nie jest ten, kto cudownie wydobywa dźwięki ze swojej paszczy, ale ten kto zabiera emocje z widowni”. Wow! Czyżby szło nowe?

Niestety, nowe nie przyszło. Było przede wszystkim śmiesznie. W takich momentach uświadamiam sobie, że ktoś kto wymyślił taką formułę rywalizacji, niekoniecznie myślał o rywalizacji artystycznej, bardziej o zainteresowaniu widza. Wszak to program telewizyjny, a nie wylęgarnia talentów. Trudno tu komentować jakieś konkretne wykonania, bo pokazywane były fragmentarycznie, dlatego skupię się tylko na 3 rzeczach, które mnie zainteresowały.

1. Wszyscy, którzy zdecydowali się na zaśpiewanie Imagine strzelili sobie co najmniej w stopę. To co pokazano w telewizji było najczęściej żałosne i karykaturalne.

2. Do kolejnego etapu nie przeszedł nikt z najciekawszej grupy wokalistów śpiewających własne piosenki. No cóż, już kiedyś pisałem, że celem tego programu nie jest promowanie nowych twarzy. Tutaj produkuje się telewizyjne show z wysoką oglądalnością. A że przy okazji narodzi się jakaś gwiazdka żyjąca później bez pomocy tej stacji TV, to już raczej produkt uboczny.

3. Na koniec odcinaka zafundowano nam kuriozum, którego nie powstydziłby się sam Hitchcock. Dwie osoby, w momencie najbardziej dla nich emocjonującym poproszono o wykonanie z tzw. nienacka, w dodatku a cappella. To miało być decydujące o przejściu do następnego etapu. Dwoje, skąd inąd interesujących, wykonawców pokazało jak radzi sobie w tak ekstremalnej sytuacji. I tutaj chyba nie trzeba było mieć nadzwyczajnego słuchu, żeby ocenić, że Paweł był bez wątpienia lepszy.  Jednak jurorzy „słyszeli” inaczej. No cóż, nie od dziś w SZOŁBIZNESIE króluje zasada : „czego nie dośpiewasz, to dowyglądasz”. Bo rzeczywiście Maja wyglądem imponuje, zwłaszcza że w jury jest przewaga facetów.  Tylko po co robić takie niesmaczne zabawy kosztem niczemu winnych uczestników?

W następnym odcinku etap najciekawszy, czyli występy w „domach jurorskich”. Tutaj gołym okiem będzie słychać kto ile jest wart. I gołym okiem zobaczymy, czy liczą się emocje, czy też znowu coś innego 😆

A moją faworytką po tym odcinku jest Klaudia Gawor. Trzymaj się dziewczyno!!!!!

 

Zostaw komentarz

*

code