Skip to content
14 kw. / Wojtek

X-Factor na żywo

Po tygodniach castingów, w których dozowano informacje o uczestnikach (głównie to, jak śpiewają) niecierpliwie czekałem na pierwszego lajfa. Chyba bardzo niecierpliwie skoro wszystko mi się podobało. Dziwne…..A może się starzeję? Chyba jednak nie do końca, bo jednak nie wszystko mi się podobało. Jedyny występ, którego nie byłem w stanie zaakceptować, to The Voices. Ich znalezienie się w tym gronie to nieporozumienie, pewnie dlatego tak szybko odpadli. Lekko żenująca była dogrywka, w której przeciętny zespół rywalizował ze słabym. Jeśli ktoś powie, że zespoły odpadają tutaj z definicji, to się zgodzę; pod warunkiem, że definicją będzie poziom wykonawczy. W tym programie, tak jak na naszej ogólnopolskiej scenie, różnica między solistami i zespołami jest OGROMNA. Gdyby wyobrazić sobie solistę śpiewającego na poziomie najlepszych tutaj zespołów (tak, spokojnie można zrobić taką symulację), to odpadłby on najpóźniej na etapie dużego castingu.

Rozgadałem się, a miało być o dobrych występach. Najbardziej podobał mi się Grzegorz Hyży. Głównie podziwiam go za poradzenie sobie z piosenką, która nie dawała wielu możliwości wokalnego wykazania się. Jednak scenicznie ten wokalista wypadł zdecydowanie najlepiej. Nie tylko zresztą scenicznie, bo po prostu dobrze zaśpiewał. Zastanawiam się kiedy ktoś w końcu zauważy mały problem wokalisty z artykulacją (wada wymowy lub maniera).

Najlepszy zespół, czyli Girls On Fire, to tak właściwie w tym zestawieniu jedyny zespół z prawdziwego zdarzenia . Ich wykonanie nawet mi się podobało, mimo że piosenka nie pomagała w śpiewaniu zespołowym. Fajnie, że w aranżacji wokalnej postawiono na ascezę, w której dominowały oktawy i kwinty, bo dodało wykonaniu smaczku. Niestety, po raz kolejny zawiódł mnie Wojtek Ezzat. To miał być polski Buble, a na razie jest bardziej w klimatach Las Vegas. Jednak nie skreślam jeszcze tego faceta.

Jako grupa koncepcyjnie najlepsi byli najmłodsi. Szkoda mi było dziewczyn (Maja Hyży i Klaudia Gawor), które nie dały rady emocjonalnie. Są to jednak niezłe wokalistki, więc pewnie obie (lub przynajmniej jedna z nich) znajdą się w finale. Tym razem podobał mi się Filip Mettler. To było naprawdę dobre. Mam nadzieję, że ktoś zapanuje nad chłopakiem, żeby za bardzo nie zbliżał się do cienkiej granicy egzaltacji. Ale to pewnie wynik tej samej tremy, która przeszkodziła jego koleżankom.

Wydaje mi się, że to może być najlepsza X-Faktor-owa edycja 😆

Zostaw komentarz

*

code