Skip to content
29 maj / Wojtek

X-finał-Factor

Każdy program cykliczny ma to do siebie, że się kiedyś kończy. Tak też się stało z kolejna edycją X-Factor. I wcale nad tym nie ubolewam:-)

Finałowy odcinek był niezły koncepcyjnie, gorzej było wykonawczo. No ale przecież krawiec tak kraje, jak mu staje (czy coś w tym stylu). 😆 Dramaturgia tego odcinka została tak ułożona, aby nam się wydawało, że ciągle jesteśmy zaskakiwani. Ja zdecydowanie byłem zaskakiwany. I to każdym kolejnym wykonaniem. 😳

W pierwszej osłonie wokaliści zaprezentowali piosenki już wcześniej w tym programie śpiewane. I było nudno. Wojciech Ezzatz straszył swoją eklektyczną wersją Bitelsów, Klaudia Gawor znowu przytłoczyła patosem. Jedynie obronił się Grzegorz Hyży,  jego wykonanie było z gatunku bezpretensjonalnych –  rozrywkowe i muzykalne. Dobrze, że po raz pierwszy konkursowicze mogli zaśpiewać z kapelą na żywo, bo to zupełnie inna jakość. Szkoda, że producent programu wpadł na to tak późno.

Potem nastąpiło coś na co najbardziej czekałem – piosenki premierowe po polsku. Niestety panowie pokazali, że stylistycznie nie mają dużo do powiedzenia. W dodatku Grzegorz tym razem ostatecznie udowodnił, że po polsku śpiewać nie potrafi – jego wada (lub maniera) artykulacyjna, o której już kilka razy pisałem nieźle się kamufluje w piosenkach anglojęzycznych, ale po polsku staje się nie do słuchania. Honoru w tej części broniła Klaudia Gawor i …..obroniła. Jej wersja piosenki była poprawna. Uważam, że ta piosenka powinna być zaśpiewana dużo lżej, inną emisją, ale także mogłaby być bardziej finezyjnie zaaranżowana. Po tym jednak wykonaniu Klaudia odjechała swoim konkurentom na raczej bezpieczną odległość.

Tę odległość Klaudia zwiększyła w trzecim występie. Tutaj, w duetach z tzw. gwiazdą było jak zwykle żałośnie. Panowie swoje piosenki odśpiewali, jakby sam fakt, że dostąpili zaszczytu zaśpiewania z kimś znanym, w dodatku zagranicznym, obligował publiczność do zachwytu. Te tzw. gwiazdy sprawiały wrażenie jakby występowały w trakcie przesiadki między dwoma koncertami. Dopiero duet Klaudii Gawor pokazał, że jednak można się przyłożyć. To duża zasługa Edyty Górniak, która nigdy moją faworytką nie była, ale tutaj zaśpiewała świetnie. To pomogło także Klaudii na niezłe wykonanie. Zresztą z trójki finalistów jedynie Klaudia mogła wystąpić w duecie z Edytą Górniak, bo to repertuar wymagający dużej sprawności technicznej.  I dla Klaudii idealny stylistycznie, bo ta lekka koturnowość, to chyba jej bajka.

Podejrzewam, że swoje zwycięstwo Klaudia rozstrzygnęła właśnie w tym odcinku.  Co prawda już na etapie castingowym mianowałem ją na swoją faworytkę, ale potem w programach na żywo było średnio. Na szczęście, trawestując klasyka, artystę poznaje się  nie talko po tym jak zaczyna, ale też jak kończy 😆

 

Zostaw komentarz

*

code